Zawał serca występuje w Polsce częściej niż w Wielkiej Brytanii czy Danii. Jednak w jego leczeniu udało się nam osiągnąć poziom krajów takich jak Niemcy - mówili autorzy raportu nt. zawałów, ogłoszonego na konferencji w Państwowym Zakładzie Higieny.

23-latek z zawałem. "Na serce chorują coraz młodsi"

23-letni mężczyzna z okolic Nowego Targu to najmłodszy pacjent z zawałem w Małopolsce, który został uratowany przez kardiologów. Lekarze alarmują, że na serce chorują coraz młodsi, a widok np. 30-latka z zawałem nikogo już nie szokuje. Dzisiaj w Krakowie spotka się ponad pół tysiąca pacjentów z... czytaj więcej

Choroby serca i naczyń stanowią główny problem zdrowotny w Polsce - mówił współautor raportu, prof. Tomasz Zdrojewski z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Są przyczyną niemal połowy zgonów (w 2009 r. - 178 tys.). Jak wskazuje nowa analiza, w 2020 r. mogą spowodować aż 200 tys. zgonów.

Jak podkreślał prof. Zdrojewski, niepełnosprawność spowodowana tymi chorobami jest związana z dużymi stratami społecznymi i ekonomicznymi. Zawały serca to swego rodzaju papierek lakmusowy, czuły wskaźnik stanu kardiologii w danym kraju. W Polsce i w Niemczech zawały występują o ok. 50 proc. częściej niż w Wielkiej Brytanii czy Danii, ponieważ Anglicy i Duńczycy więcej się ruszają, spożywają znacznie mniej soli i mają dużo niższy poziom cholesterolu - mówił. Tymczasem 61 proc. Polaków ma podwyższony cholesterol, a dwie trzecie osób o tym nie wie.

Powinniśmy zdecydowanie, kilkakrotnie, zwiększyć nakłady na prewencję. Chodzi o edukację dzieci w szkołach oraz badania przesiewowe młodych dorosłych, sprawdzające poziom cholesterolu - zaznaczył profesor.

Związana z zawałem serca umieralność mężczyzn w wieku produkcyjnym jest w Polsce na podobnym poziomie jak w Niemczech, Czechach czy Szwecji, a niższa niż np. w Finlandii. Umieralność kobiet z powodu zawału jest nawet niższa niż w Niemczech czy Austrii. To świadczy o coraz lepszym poziomie leczenia, jednak umieralność mężczyzn jest wciąż ponad dwa razy wyższa niż w Hiszpanii czy Francji, a trzykrotnie wyższa niż w Japonii. Nadal za wysoka jest umieralność osób w wieku produkcyjnym, a Polacy po zawale zbyt rzadko wracają do pracy.

Kto najczęściej ulega zawałom?

Jak wynika z raportu, w ostatnich latach zawałom ulegają najczęściej osoby z małych miast, z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Obserwuje się wyższą śmiertelność wśród kobiet, co wynika z tego, że dostają one zawału w późniejszym wieku, a wiek jest w przypadku zawału czynnikiem źle rokującym. Umiera około 8 proc. zawałowców ok. 50. roku życia, zaś mających 80 i więcej lat - ponad 40 proc. W Polsce w 2011 r. zmarło z powodu zawału ponad 16 tys. osób, z czego 61,5 proc. stanowili mężczyźni. Do chorób serca i naczyń oprócz zawałów, niewydolności, zaburzeń rytmu i innych chorób zalicza się także m.in. udary mózgu i cukrzycę.

W ciągu 15 lat liczba zgonów spadła o połowę

Raport podaje, że w leczeniu zawałów osiągnęliśmy w ostatnich 15 latach ogromny postęp - liczba zgonów spadła o połowę dzięki sieci specjalistycznych ośrodków i transportowaniu osób z zawałem wprost do czynnych całą dobę centrów chirurgii interwencyjnej. Problemem pozostaje zbyt częste występowanie zawałów, nie dość skuteczna prewencja kolejnych zawałów oraz zbyt duża śmiertelność w ciągu pierwszych trzech lat po zawale - aż 20 proc.

Sytuację osób po zawale mogłoby poprawić objęcie ich opieką ośrodka, w którym by je leczono oraz lepszy dostęp do rehabilitacji. Ponadto śmiertelność po zawale mogłoby zdaniem ekspertów zmniejszyć stosowanie najnowszych leków przeciwpłytkowych - zwłaszcza w przypadku chorych z niewydolnością nerek, którzy stanowią około 20 proc. osób po zawale. W przypadku osób po zawale chorych na niewydolność nerek środki nowej generacji leczą zarówno nerki, jak i serce, ponieważ w obu przypadkach chodzi o tę samą przyczynę - miażdżycę, która uszkadza zarówno serce, jak i kłębuszki nerkowe - mówił prof. Zdrojewski.

Jak wynika z analiz osiągnięć innych krajów europejskich, w Polsce możliwa jest redukcja liczby zachorowań i zgonów na zawał serca o połowę, dzięki nowoczesnej prewencji. Bez aktywnej i skutecznej polityki koszty leczenia chorób serca mogą się podwoić w ciągu 20 lat, co może uniemożliwić utrzymanie sytemu ochrony zdrowia na obecnym poziomie i znacznie zwiększyć nierówności społeczne w tym zakresie.

Ważnym zadaniem Ministerstwa Zdrowia powinno stać się zapewnienie finansowania analiz w zakresie epidemiologii klinicznej, diagnostyki i terapii najważniejszych chorób serca i naczyń - sugeruje raport.

Raport "Występowanie, leczenie i prewencja wtórna zawałów serca w Polsce" powstał dzięki współpracy czterech ośrodków naukowych: Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny, Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Podstawą do jego opracowania była Narodowa Baza Danych Zawałów Serca z lat 2009-2012, czyli dane dotyczące osób hospitalizowanych z powodu zawału serca w całym kraju.

Pełen tekst raportu dostępny jest na stronie PZH.

(mal)