Jeśli w życiu idziemy po linii najmniejszego oporu, to nie dlatego, że jesteśmy leniwi, ale dlatego, że natura tak nas zaprogramowała - przekonują badacze z University College London. Wyniki ich badań pokazują, że wysiłek potrzebny, by coś zrobić, istotnie wpływa na nasze postrzeganie rzeczywistości, a trudniejsze i wymagające większych starań działania wydają nam się natychmiast mniej godne uwagi. Artykuł na ten temat publikuje na swej stronie internetowej czasopismo "eLife".

Po linii najmniejszego oporu? Z natury, nie z lenistwa! (zdjęcie ilustracyjne) /Giancarlo Majocchi/Photoshot /PAP

Badacze z Londynu nie usprawiedliwiają lenistwa, wskazują jednak, że nie musi być ono naszym do końca świadomym wyborem. Wyniki przeprowadzonego przez nich eksperymentu pokazały bowiem, że to, co wymagające, wydaje nam się natychmiast mniej atrakcyjne. I odwrotnie.

Nasz mózg przekonuje nas, że owoce wiszące na najniższej gałęzi są najbardziej dojrzałe - mówi dr Nobuhiro Hagura, który kierował zespołem w UCL, a obecnie pracuje w NICT w Japonii. Przekonaliśmy się, że to wrażenie nie tylko wpływa na nasze zachowanie, ale na całe postrzeganie rzeczywistości - zaznacza.

Wygląda na to, że nie tyle decydujemy, że będziemy się mniej starać, ile tak postrzegamy rzeczywistość, że owo mniejsze staranie wydaje się najbardziej logicznym posunięciem.

W badaniach uczestniczyło 52 ochotników, którzy przeszli serię testów, w czasie których mieli oceniać, czy chmura punktów na ekranie komputerowym przesuwa się w lewo czy w prawo. Swoją decyzję zaznaczali przesuwając w lewo lub prawo odpowiednią dźwignię. Gdy przesunięcie dźwigni w jedną stronę zaczęło wymagać nieco większego wysiłku niż w drugą, badani - nie zdając sobie z tego sprawy - zaczęli nieco inaczej postrzegać rzeczywistość na ekranie. Unikali przesuwania dźwigni w tę "trudniejszą" stronę, bo - jak im się wydawało - punkty częściej przesuwały się w drugą stronę.

Skłonność do unikania decyzji, której wykonanie wymaga większego wysiłku, pozostała nawet w sytuacji, w której badanych proszono już tylko, by ją wypowiedzieli, a nie przesuwali żadnej dźwigni - podkreśla dr Hagura. Ponieważ wcześniej zmiana obciążenia dźwigni następowała stopniowo, mózg badanych odpowiadał, bez ich wiedzy zmieniając sposób interpretacji bodźców wzrokowych. Zmiana nastąpiła automatycznie, nie była wyrazem zaplanowanej strategii. Do tej pory wydawało się, że nasz układ wzrokowy dostarcza informacji, na podstawie której zapada decyzja, co robić, a układ ruchowy ją tylko realizuje. Wyniki naszych badań wskazują, że układ ruchowy może wpływać na samą decyzję przez to, że zmienia sposób interpretowania tego, co widzimy - wyjaśnia.

Autorzy pracy zwracają uwagę na nieoczekiwany aspekt całej sprawy. Wygląda bowiem na to, że można wpływać na nasze decyzje, w odpowiedni sposób modyfikując nasze otoczenie, subtelnie utrudniając nam opowiedzenie się za jedną z możliwości.

To idea popularna nie tylko w sferach rządowych, ale też w środowisku związanym z reklamą - mówi współautor pracy prof. Patrick Haggard z UCL Institute of Cognitive Neuroscience. Nasze wyniki wskazują, że takie metody mogą nie tylko zmienić zachowanie ludzi, ale wręcz postrzeganie rzeczywistości, które do takich czy innych zachowań prowadzi - zauważa.

Badacze z UCL zwracają uwagę, że większość kampanii promocyjnych koncentruje się na sugerowaniu odbiorcom pożądanych zachowań. Być może skuteczniejsze okaże się zwracanie im uwagi na to, że niepożądane zachowanie wymaga więcej wysiłku.

(e)