Agresywni mężczyźni zyskują wpływy, agresywne kobiety je tracą - takie kontrowersyjne wyniki badań publikują naukowcy z Arizona State University i University of Illinois w Chicago. Piszą o tym na łamach wiążącego psychologię z prawem czasopisma "Law and Human Behavior", bo inspiracją do ich eksperymentu był słynny film "12 gniewnych ludzi" i sytuacje związane z obradami ławy przysięgłych. Okazuje się, że w takich sytuacjach kobietom służy zachowanie spokoju.

Agresywne kobiety, w przeciwieństwie do agresywnych mężczyzn, tracą wpływy /Photoshot /PAP

Głośny film Sidneya Lumeta pokazywał spór ławy przysięgłych wokół wyroku na młodego, oskarżonego o zabójstwo człowieka. Wszyscy przysięgli, poza jednym, byli przekonani o tym, że oskarżony jest winny. Dla wydania wyroku potrzebna była jednak jednomyślność. Tam przysięgłymi byli sami mężczyźni. Psycholodzy z Arizony i Illinois zadali sobie pytanie, czy w przypadku takiej debaty, kobiety miałyby równe szanse. Okazuje się, że nie.

Sprytny, wspomagany komputerowo eksperyment pokazał, że agresywnie argumentujący mężczyźni są postrzegani jako kompetentni i zyskują wpływ na innych, podobnie argumentujące kobiety uznawane są za emocjonalne i ich opinię się bagatelizuje. Wygląda na to, że w przypadku pań decyduje nie tylko siła argumentów, ale i zimna krew.

Wyniki naszych badań pokazują, że kobiety ujawniające silne emocje nie mają tej samej siły wpływu na innych, co mężczyźni - mówi współautorka pracy, Jessica Salerno z ASU. Kiedy mężczyźni argumentują z agresją słuchacze uznają ich za kompetentnych i stają się mniej pewni swojego własnego zdania. Kiedy podobną agresję i podobne argumenty przedstawiają kobiety, ci sami słuchacze uznają to za objaw emocjonalności i reagują odwrotnie, utwierdzają się we własnej opinii.

Eksperymenty były prowadzone w formie komputerowej symulacji, ich uczestnicy oglądali najpierw kilkunastominutową prezentację rzeczywistej sprawy, w której sądzono męża za próbę zabójstwa żony, zapoznawali się też z dowodami. Po sformułowaniu swojej opinii uczestniczyli w fikcyjnej internetowej "debacie" z innymi członkami jury. Ta część była wcześniej przygotowana tak, że uczestnik miał myśleć, że tylko jedna osoba, kobieta lub mężczyzna, nie zgadza się z jego zdaniem. "Dyskusja" stawała się coraz gorętsza, a osoba o innym zdaniu prezentowała argumenty coraz bardziej agresywnie. Nieświadomy niczego uczestnik był tymczasem pytany o to, na ile czuje się wciąż pewny swojej początkowej opinii.

W sumie w eksperymencie uczestniczyło 210 osób. Zaledwie 7 procent z nich zmieniło zdanie. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety zdecydowanie częściej przyznawali się do zachwiania pewności ich własnej oceny pod wpływem agresywnej argumentacji "mężczyzny", niż "kobiety". Efektu nie da się wyjaśnić faktem, że kobieta wyraża argumenty bardziej przekonująco lub inaczej wygląda - podkreśla Salerno. Te elementy były w komputerowym sporze całkowicie nieobecne. Uczestnicy byli tylko przekonani, że argumenty płyną od kobiety lub mężczyzny.

Można się spodziewać, że podobny efekt, albo może trzeba powiedzieć wprost, uprzedzenie, obowiązuje nie tylko w sytuacjach zwiazanych z wymiarem sprawiedliwości, ale w życiu codziennym i zawodowym kobiet, choćby także w polityce. To może wiele tłumaczyć.