Nowy film Martina Scorsese, oscarowy faworyt "Moonlight" i familijny "Był sobie pies". Nowy tydzień w kulturze to przede wszystkim dobre kino.

Kadr z filmu "Milczenie" /Gutek Film /Materiały prasowe

Milczenie

Dla Martina Scorsese to projekt życia. Przygotowywał się do niego prawie 30 lat, z ogromnym poświęceniem, które udzieliło się również aktorom. Producenci "Milczenia" przyznali, że dla tego projektu Scorsese zdecydował się na kroki, których nie podjął przy żadnym z wcześniejszych filmów. Zrezygnował m.in. ze swojej gaży, a w ślad za nim poszła trójka głównych aktorów - Andrew Garfield, Adam Driver i Liam Neeson, którzy zagrali za minimalne stawki.

Film nie opowiada fikcyjnej historii, ale oparte na faktach losy jezuitów, którzy z narażeniem życia wypełniali misję chrystianizacji Japonii. Ekipa szukała lokacji do filmu na całym świecie. Idealnym miejscem wydawała się być Japonia, gdzie toczy się akcja książki Shūsaku Endō, na podstawie której nakręcono film. Ostatecznie wybór padł na Tajwan, który polecił Scorsese inny reżyser - Ang Lee.

Scorsese znany jest ze zdjęć we wnętrzach i miejskiej scenerii, więc otwarte, naturalne przestrzenie były dla niego nowym wyzwaniem. Zdjęcia trwały 8 miesięcy, a udział w nich brało 750 osób. Film kręcono chronologicznie, aby aktorzy czuli emocje swoich bohaterów w odpowiedniej kolejności.

Moonlight

"Moonlight" w reżyserii Barry'ego Jenkinsa ma 8 nominacji do Oscara. To kronika życia młodego Afroamerykanina od dzieciństwa do dorosłości. Opowieść o poszukiwaniu swego miejsca w świecie i głęboko osobiste studium tożsamości, rasy, dojrzewania, męskości, rodziny, przyjaźni i miłości.

Akcja filmu bazującego na autentycznych wydarzeniach rozgrywa się na przestrzeni dwóch dekad w dzielnicy nędzy w Miami. Bohatera w ciągu trzech faz życia gra trzech aktorów - Alex Hibbert, Ashton Sandersoraz  oraz Trevante Rhodes. Chirona poznajemy jako zagubionego chłopca, którego z opresji ratuje lokalny diler. Następnie obserwujemy prześladowanego przez rówieśników nastolatka, zmagającego się z własną seksualnością i wreszcie dorosłego czarnoskórego mężczyznę. 

Był sobie pies

Bailey to bezdomny kundelek, który po krótkim życiu, zaskakującym zrządzeniem losu odradza się ponownie w postaci ślicznego złotowłosego szczeniaczka. Jego życie nabiera sensu, kiedy trafia pod opiekę miłośnika zwierząt - ośmiolatka Ethana. Chłopiec nawiązuje z Baileyem niezwykłą więź, która łączy ich na zawsze i uczy wzajemnej miłości i szacunku. Kiedy Bailey dożywa starości, czuje się szczęśliwy i spełniony. Odchodzi z tego świata z poczuciem, że wypełnił swoją misję. Okazuje się jednak, że to dopiero początek jego przygód.

Autor książki W. Bruce Cameron, zdeklarowany miłośnik zwierząt i ambasador ich praw, spędził długie lata nad poznaniem unikalnej psychiki psów oraz niezwykłej więzi, jaka łączy je z gatunkiem ludzkim. Efektem jego poszukiwań stała się powieść "Był sobie pies". To pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który za życiowy cel przyjął wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości. Opublikowana w Stanach Zjednoczonych w 2010 roku, spędziła ponad 52 tygodnie na liście bestsellerów "New York Timesa".

Reżyserii filmu na podstawie powieści podjął się Lasse Hallstrom, trzykrotnie nominowany do Oscara twórca takich przebojów jak "Czekolada", "Podróż na sto stóp", "Wciąż ją kocham" czy "Co gryzie Gilberta Grape’a". W polskiej wersji psu użycza głosu Marcin Dorociński.

(mn)