Jego praca to zabijanie. Miłość oznacza dla niego życie. "Pamiętaj, że zawsze masz wybór" - mówi do Jamesa Bonda jego nowa dziewczyna. Doktor Madeleine Swann, córka dawnego wroga, jest psychologiem. Jej imię i nazwisko ma wiele wspólnego z powieścią "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta. Przypadek?

Kadr z filmu "Spectre" /materiały Forum Film /

U bohatera Prousta nieświadome wspomnienia wywołane są przypadkowo przez zewnętrzny bodziec. Dla Swanna jest nim smak zamoczonej w herbacie magdalenki. W "Spectre" James Bond musi wrócić do swojej przeszłości. Bardzo odległej. I zmierzyć się z widmem z dawnych czasów. Tajemnicza organizacja Spectre (widmo) pojawiała się w sześciu wcześniejszych opowieściach bondowskich - "Doktor No", "Pozdrowieniach z Rosji", "Operacji Thunderball", "Żyje się tylko dwa razy", "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości" oraz w "Diamenty są wieczne". 

Wielki Brat patrzy. Wraz z pojęciem "narodowego bezpieczeństwa" pojawia się pokusa centralizacji i wielkiej inwigilacji. MI 6 ma zostać wchłonięty w wielką organizację zrzeszającą dziewięć mocarstw. Wszyscy podsłuchują i są podsłuchiwani. Agenci też. Wydział 00 z licencją na zabijanie ma zostać zlikwidowany. Więcej o fabule napisać nie mogę, żeby nie odbierać widzowi przyjemności oglądania.
Pełen akcji "Spectre" to jest ukłon w stronę starszych Bondów. Pojawia się kilka stałych bondowskich elementów, jest kilka gadżetów, wraca człowiek o specjalnych zdolnościach (stalowe kciuki!), jest czarny charakter. A Bond znów jest uwodzicielskim wojownikiem. Niezwykłe sceny samochodowych pościgów, zapierający dech Rzym nocą, zaśnieżona Austria, pustynie Maroka czy Korowód Śmierci w Meksyku są przepięknie sfotografowane. Autor zdjęć do nowego Bonda Holender Hoyte van Hoytema jest absolwentem łódzkiej Filmówki. Zwróćcie uwagę na otwierającą film scenę w helikopterze. Na seansie, na którym byłam po tej scenie rozległy się zasłużone brawa. 

Reżyser Sam Mendes, który po raz drugi zasiadł na reżyserskim krześle, zdawał sobie oczywiście sprawę, że Bond to akcja i poczucie humoru, ale także coś więcej. Bardzo zainteresowały mnie postaci i ich wzajemne relacje, które zarysowały się w "Skyfall". W MI6 mamy przecież nową generację - jest nowy M, nowy Q oraz Moneypenny. Chciałem pokazać, jak zmieniają się, współpracując ze sobą - mówi reżyser. 

Nad niespodziewaną żywotnością postaci Bonda zastanawiało się wielu krytyków, komentatorów i naukowców. Filmy o jego przygodach biły rekordy kasowe i ku zaskoczeniu wielu przetrwały fale kolejnych filmowych mód. A powieści i opowiadania Iana Fleminga, który stworzył agenta z licencją na zabijanie  są stale wznawiane, doczekały się licznych wariacji i kontynuacji. Jednak prawdziwym i największym królestwem agenta 007 jest kino. Wydawało się, że katastrofą dla cyklu może stać się odejście Seana Connery'go. Tym bardziej, że jego następca, Australijczyk George Lazenby, według powszechnej opinii, zupełnie się w roli superagenta nie sprawdził. Kolejni aktorzy podtrzymali popularność tej postaci. Najbardziej autoironiczny był Roger Moore, skutecznie chłodny okazał się Timothy Dalton, a elegancki i zabawny - Pierce Brosnan. 

Daniel Craig mówi, że po czterech odcinkach żegna się z rolą 007. Wiele w filmie na to wskazuje. Prędzej podciąłbym sobie żyły, niż znowu zagrał Bonda - powiedział w jednym z wywiadów po zakończeniu zdjęć. Dziś mówi, że tych słów się nie wypiera, ale nie jest już tak radykalny. Gdy dziesięć lat temu producenci zdecydowali, że Daniel Craig, brytyjski aktor znany głównie z teatralnych scen, zostanie Bondem pojawiły się głosy, że wyjątkowo nie pasuje do tej roli, że jest za niski, za brzydki, że Bond nie może być blondynem. Miałam okazję zapytać wtedy aktora, jak radził sobie z taką krytyką. Przeczytałem te komentarze i postanowiłem je zignorować - odpowiedział. Jak miałem odpierać takie zarzuty? Zająłem się tylko moją pracą. Żeby zagrać Bonda najlepiej, jak potrafię. Tylko tak mogłem obronić się przed krytyką. Nie czułem się zraniony zarzutami. Ale nie rozumiałem ich. Bo padały, zanim ktokolwiek zobaczył film - mówił. Z przyjemnością podrzuciłam mu artykuł jednej z gazet, który zaczynał się od słów: Przepraszamy. Nie docenialiśmy pana, panie Craig.