"Ja, Fronczewski" Marcina Mastalerza właśnie ukazuje się w księgarniach. "Długo skutecznie broniłem się przed takimi projektami (...) w dalszym ciągu utrzymuję, że nie zasługuję na książkę" - mówi w RMF FM Piotr Fronczewski. Wyśmienity aktor teatralny, dla dzieci Pan Kleks, dla starszych filar Kabaretu pod Egidą, filmowy Konsul czy Szpicbródka. Franek Kimono i jeden z najlepszych Hamletów w historii polskiego teatru. Ze wszystkich ról, które w życiu zagrał, wybrał cztery najważniejsze. Mąż, ojciec, syn i dziadek. We wzruszający sposób opowiada w RMF FM o przemijaniu, o oswajaniu śmierci, o niepewności, która wciąż mu towarzyszy. Ale też o wolności, którą daje jazda motocyklem.

Piotr Fronczewski podczas próby spektaklu pt. Słoneczni chłopcy w reżyserii Olgi Lipińskiej / Stach Leszczyński /PAP

Posłuchaj pierwszej części rozmowy Katarzyny Sobiechowskiej-Szuchty z Piotrem Fronczewskim

Posłuchaj drugiej części rozmowy Katarzyny Sobiechowskiej-Szuchty z Piotrem Fronczewskim

Posłuchaj trzeciej części rozmowy Katarzyny Sobiechowskiej-Szuchty z Piotrem Fronczewskim

Hejt i sensacja

Spotykamy się w garderobie Teatru Ateneum w Warszawie. Tu, podobnie jak wcześniej do Dramatycznego, ściągnął go Gustaw Holoubek, postać wyjątkowo dla niego ważna. Tabloidy i plotkarskie portale właśnie przerobiły na wszystkie sposoby maleńki fragmencik z jego biografii. O zdradzie sprzed 40 lat. Pytam, czy to go wkurza. I widzę, że niekoniecznie. To zawsze napawa irytacją i taką jakąś wewnętrzną niezgodą (...) Oczywiście to jest wszystko pozbawione kontekstu rozmowy, która ma sens wtedy, jeżeli jest rzeczywiście szczera i otwarta (...) Jeżeli zbliżyliśmy się z Marcinem Mastalerzem, czyli autorem książki do tej sfery, do tego tematu, to był sens, żeby nie chować się za parawan, za maskę, tylko opowiadać szczerze. Rzecz istotnie się przydarzyła, jest faktem, nie jest zmyśleniem (...) to miało miejsce 40 lat temu i wszyscy o tym zapomnieli - mówi Piotr Fronczewski. Szkoda byłoby, żeby bardzo dobra książka została zapamiętana tylko z tej "sensacji".

Motory są po to, żeby jechać, auto, żeby dojechać

Mało brakowało, a pojechałby na Rajd Dakar. Jako komentator. Kumpluje się z Jackiem Czachorem i Markiem Dąbrowskim. To u nich trzyma motor. Bo jeździ. Kiedy pytam, czy zakończył już sezon motocyklowy - śmieje się sezon motocyklowy trwa u mnie od młodości. Byłem nastoletnim chłopcem, gdy wsiadłem pierwszy raz na motor, to był moped, rodzaj motoroweru, dostałem go w prezencie od mojego ojca, który będąc wówczas silnym mężczyzną wtaszczył go na 4 piętro czynszowej kamienicy, w której mieszkaliśmy na ulicy Wilczej. Później miałem długą przerwę, ale pamiętam, że wyjeżdżałem z podwórka do szkoły na tylnym kole, a mała mdlała w oknie - mówi w RMF FM Piotr Fronczewski. Nie lubi jeździć w grupie, jeździ sam. Motocykl ciągnie, jest rodzajem pasji, motocykl jest po to, żeby wsiąść i jechać, a samochód po to, żeby wsiąść i dojechać. Do sklepu, do pracy. A motocykl jest czymś ekscytującym, czarownym, przypomina rycerza na koniu, bez gardy, bez klatki z włókien węglowych. Jest wiatrem we włosach i formą otarcia się o wolność i niezależność - opowiada Fronczewski

Ja, Fronczewski. Ja, Feuerbach

Książka "Ja, Fronczewski" nawiązuje tytułem do "Ja, Feuerbach", którego aktor gra na deskach Ateneum w spektaklu według Tankreda Dorsta. Jak mówi, nie utożsamia się z postaciami, które gra, ale Feuerbach jest mu bardzo bliski. Jest to próba powrotu na scenę, z tym, że bohater ma za sobą incydent zakłady psychiatrycznego. Ale jego wyznanie wiary w sztukę i wiary w teatr jest bardzo zbieżne z moją filozofią teatralną i z moim sposobem uprawiania teatru - podkreśla Fronczewski. Przywołujemy anegdotę Ala Pacino, który granie w filmie porównuje do stąpania po linie leżącej na ziemi, a granie w teatrze do stąpania po linie zawieszonej wysoko nad sceną. Śmieje się, gdy pytam, czy on głównie w powietrzu.


Sok z cytryny i Pan Kleks

Sok był, jak mówi, smaczny, a musiał go wypić, bo odbierał całkiem niedawno Orderu Uśmiechu. A to warunek otrzymania tego wyróżnienia przyznawanego przez dzieci. Dla dzieci na zawsze pozostanie Panem Kleksem i nie ma z tym problemu. Ubolewamy nad tym, że nie powstają, albo tak rzadko powstają, dobre filmy dla dzieci. Akademia Pana Kleksa to film, który powstawał w stanie wojennym, gdzie trudno było o deskę, klej i farbę. Miał za zadanie powołanie do życia i wyczarowanie bajki. I zrobił to w sposób skromny, ubogi, ale to okazuje się jego siłą - mówi Fronczewski. Był też Harrym Potterem, jako lektor przeczytał prawie wszystkie tomy. Znam takich, którzy poznali twórczość JK Rowling tylko dlatego "że czytał to Fronczewski"...

Pan Piotruś, czyli Właśnie leci kabarecik

Zaczynam żałować, że nie przywitałam się z Piotrem Fronczewskim słowami: "Witam pana jak zwykle niezwykle serdecznie w kolejnym, że się tak wyrażę, wywiadzie". Podobnie witał się z widzami jako schizofreniczny prezenter Pan Piotruś w programie "Właśnie leci kabarecik" Olgi Lipińskiej. Udało mu się pozbyć szuflady. Szuflady są niebezpieczne, bo rzeczywiście jak człowiek się do nich dostanie to ma kłopot z jej opuszczeniem - mówi Fronczewski. Kabaretów dziś nie ogląda. Znalazłem się w takim wieku i takiej sytuacji, że troszkę markotnieję. Mam takie wrażenie, jakbym stał za matową szybą. Coraz więcej rzeczy mnie śmieszy, natomiast coraz mniej chce mi się śmiać. Mam nadzieję, że nie tracę poczucia humoru, ale ono jest jakieś takie przytępione - mówi w RMF FM Piotr Fronczewski.

Najważniejsze role

Mąż. Ojciec. Syn. I dziadek. No tak to chyba jest. Na koniec. Jak przyjdzie do rachunku sumienia i totalnego rozliczenia - mówi Fronczewski. To już jest moja ostatnia prosta. Ja jestem siedem zero, a to jest bardzo poważny rezultat,  do przerwy (...) Tak to oceniam i to nie jest żadna kokieteria - dodaje aktor. Z okładki biografii patrzy na nas zza teatralnej kurtyny, ale widzimy tylko pół jego twarzy. Pytam, czy to dlatego, by nie odkryć się całkowicie. W tym jest rodzaj mojej niepewności, która mi towarzyszy właściwie przez całe życie, również w zawodzie. Myślałem, że się tego pozbędę na starość, ale okazało się, że nie - mówi w RMF FM Piotr Fronczewski - I to zdjęcie plakatu spektaklu "Ja, Feuerbach", a za nim zdjęcie z okładki książki jest zdjęciem kogoś, kto spogląda z obawą. Być może bojąc się ujawnić, bojąc się jakiegoś negliżu, być rozpoznanym. Kogoś, kto spogląda z niepokojem, czy ma prawo wejść na tę scenę, może nawet na scenę życia. Ale jest kimś pozbawionym pewności siebie i wiary w siebie. I ja niestety takim człowiekiem jestem.