"Jest to muzyk szalony" - mówi o laureacie Grammy Włodku Pawliku szef "Jazz Forum" Paweł Brodowski. "To co robi, robi bardzo poważnie, ale jednocześnie jest w tym też poczucie humoru, że to przecież tylko sztuka" - dodaje. "Grammy dla muzyka, to jak Oscar dla filmowca" - podkreśla. "To jest niebywałe wydarzenie (...) do tego stało się to w Ameryce, kolebce jazzu" - dodaje Brodowski, który kiedyś grał m.in. z Czesławem Niemenem i "Akwarelami".

Katarzyna Sobiechowska-Szuchta: Nie wiem, czy wszyscy mają świadomość, jak ogromny jest sukces Włodka Pawlika.

Paweł Brodowski: Grammy dla muzyka to jest tak, jak dla filmowców Oscar. To jest najwyższe wyróżnienie. Wprawdzie wyróżnienie amerykańskie, ale chyba na świecie nie ma bardziej prestiżowej nagrody jeśli chodzi o nagrania płytowe. Tego zaszczytu dostąpił Włodek Pawlik, jako pierwszy w dziejach Polski muzyk jazzowy. Niebywałe wydarzenie, które jest niewątpliwie wielkim sukcesem osobistym także wszystkich muzyków biorących udział w tym wielkim projekcie, bo to jest projekt wielki, orkiestrowy i w takiej kategorii to wyróżnienie zostało wręczone, czyli Best Large Jazz Ensemble Album - najlepszy album jazzu orkiestrowego. Ta płyta nosi tytuł "Night in Calisia" i została zamówiona przez dyrektora Filharmonii Kaliskiej Adam Klocka z okazji rocznicy jubileuszu bodajże 1850-lecia Kalisza - najstarszego miasta w Polsce, gdzie - przy okazji dodam - od 40 lat odbywają się międzynarodowe festiwale pianistów jazzowych. W projekcie wzięła udział Filharmonia Kaliska pod batutą Adama Klocka, trio Włodka Pawlika, który jest pianistą, liderem, kompozytorem i aranżerem całości, na kontrabasie gra na płycie Paweł Pańta, na perkusji Cezary Konrad i jest solista - Amerykanin Randy Brecker, trębacz. Bez niego tej nagrody by nie było. On, tak myślę, był lokomotywą tego sukcesu, bo to jest przecież przemysł amerykański. Nie zapominajmy, że nagrodę wręcza instytucja amerykańskiego przemysłu muzycznego, że dzieje się to w Ameryce, na Zachodnim Wybrzeżu, czyli w kolebce jazzu.

Rozmawiałam dzisiaj z Włodkiem Pawlikiem po otrzymaniu przez niego nagrody i on mówił, że bardzo cieszy się, że dostał tę nagrodę właśnie w Ameryce, w ojczyźnie jazzu.

„Jestem właścicielem Grammy”- tak z przyznanej nagrody cieszy się pianista jazzowy Włodek Pawlik. Polak został w Los Angeles uhonorowany prestiżową nagrodą muzyczną za płytę "Night in Calisia". Jego zespół nagrał ją wspólnie z amerykańskim trębaczem Randym Breckerem i Orkiestrą... czytaj więcej

Los Angeles to nie jest centrum Ameryki, ale w tym przypadku to miejsce, gdzie wręczane są nagrody - Staples Center, to jest jak powiedział Włodek Pawlik, epicentrum światowej muzyki. Tam są wszyscy najważniejsi muzycy, którzy aspirują do tej nagrody. Widać, jak strasznie szanują tę nagrodę. Ta hala jest wypełniona przez tysiące ludzi, jest to pięknie zorganizowane. Myślę, że organizatorzy nagrody Fryderyka powinni się bacznie przyglądać tym zdarzeniom, być może tam bywać, uczyć się, przenosić te doświadczenia. I tak samo nasze środowisko muzyków i fanów też powinno uczyć się szanować takie nagrody. Szanując naszych muzyków, naszych wielkich artystów, szanujemy samych siebie.

Włodek Pawlik to jest artysta jazzowy, muzyk, ale również autor ścieżek filmowych i pedagog.

Włodek Pawlik to nie jest nowicjusz. Jest to jeden z niemalże weteranów polskiego jazzu, wybitny muzyk, bardzo wszechstronnie utalentowany. Pisze muzykę teatralną, muzykę baletową, bardzo dobrze się czuje w projektach łączonych - jazz i poezja. Pamiętam, że zrobił taką piękną płytę dla poezji Iwaszkiewicza. Ostatnio nagrał cudowną płytę kolęd. Jest to muzyk naprawdę wszechstronny, wolny, tzn. jest to człowiek niezwiązany z żadnym lobby. Sprawia wrażenie, że działa na wariackich papierach, jest to muzyk szalony. Widać to było podczas uroczystości Grammy - ten jego wybuch śmiechu, język wywalony, pokaleczony język angielski, którym nie za dobrze się posługuje - robił to fantastycznie, z humorem, porwał za sobą całą salę. Słychać było gdzieś w dali okrzyki, wrzaski, oklaski. To było bardzo fajne zdarzenie, utkwi w naszej pamięci.

Nikt nie podejrzewałby go o takie "showmeństwo".

On takim showmanem zawsze trochę był. Ale to daje mu pewny widoczny dystans, rozluźnienie. To co robi, robi bardzo poważnie, a jednocześnie jest tam jakieś poczucie humoru, że przecież to tylko sztuka.