Do sieci trafił polski zwiastun filmu "Opowieści o miłości i mroku". Natalie Portman wyreżyserowała ten obraz, napisała scenariusz i zagrała główną rolę. Film pojawi się w polskich kinach 1 kwietnia.

Natalie Portman na planie filmu /NEXT FILM /Materiały prasowe

"Opowieści o miłości i mroku" to ekranizacja powieści Amosa Oza. "Oz wspomina swoich rodziców: pragmatycznego Ariego i marzycielską, obdarzoną niezwykłą wyobraźnią Fanię. Nieszczęśliwa w małżeństwie matka Amosa znajdowała ukojenie w opowiadaniu ukochanemu synowi niesamowitych historii z pogranicza jawy i snu. Z czasem opowieści były coraz bardziej mroczne i niezrozumiałe, by w końcu stać się rzeczywistością... Jak bardzo wpłynęło to na życie chłopca, który zostanie światowej sławy pisarzem?" - czytamy w opisie przygotowanym przez polskiego dystrybutora.

Oprócz Natalie Portman w obsadzie filmu znaleźli się m.in. Gilad Kahana i Amir Tessler. Za zdjęcia odpowiada jeden z najsłynniejszych polskich operatorów - Sławomir Idziak. Nie miałem żadnej wątpliwości, że chcę ten film robić, choć miałem olbrzymie obawy związane z tą produkcją, bo gwiazdy filmowe potrafią być bardzo różne. No i trafiłem na wspaniałą kobietę i wspaniałą artystkę - mówił w rozmowie z RMF FM. Ta współpraca układała się wyjątkowo harmonijnie. Od początku do końca. Mówiąc szczerze, wzrusza mnie to, że aktorka wybitna, hollywoodzka, przysyła mi na moje urodziny życzenie na wideo, czy też jakby zaprasza w Los Angeles na kolację, podjeżdża sama samochodem i na tę kolację sama zawozi. To są gesty, które nie kojarzą mi się z wielkimi gwiazdami amerykańskimi, a Natalia taka jest i to naprawdę nie chodzi tylko o mnie. To chodzi o jej stosunek do innych ludzi - opowiadał Idziak. Całą rozmowę znajdziecie tutaj.

Jak pracę nad ekranizacją powieści Oza wspomina sama Natalie Portman? Nie wiedziałam, że zagram w tym filmie. Zawsze sądziłam, że go tylko wyreżyseruję. Kiedy zaczęłam o tym myśleć, miałam 26 lat, a Fania była zdecydowanie dojrzalszą kobietą. Ale nie zdobyłabym funduszy na produkcję, gdybym nie zagrała tej postaci. Próbowałam przez kilka lat, ale się nie udawało. Mówiono mi: "Jeżeli zagrasz, możemy się dołożyć". W końcu tak się stało - wspomina artystka. Jako aktor zawsze realizujesz wizję reżysera, a ja doszłam do miejsca, w którym chciałam, aby to była moja wizja, moje pomysły i uczucia, mój sposób widzenia świata. Jestem bardzo wdzięczna wszystkim aktorom i członkom ekipy, którzy pomogli zrealizować tę wizję. Widziałam i doceniałam, jak bardzo starali się stworzyć to, czego chciałam, nawet jeśli się z tym nie zgadzali albo mieli inne pomysły. Miło jest mieć możliwość wyrażenia się w pełni, mówić z własnej perspektywy - podkreśla Portman.

(mn)