Nie miałem pojęcia, że "Gwiezdne wojny" będą tak kultowe, gdy nad nimi pracowaliśmy. Ale to stało się całkiem oczywiste, kiedy pierwszy film wyszedł. Wtedy wszyscy wiedzieliśmy, że uczestniczymy w czymś dużym - mówił w rozmowie z Tomaszem Fenske David Prowse. Odtwórca roli Lorda Vadera dodał, że wspaniale jest być tego częścią.

Wyspę Młyńską w Bydgoszczy opanowali miłośnicy "Gwiezdnych Wojen". Kilkuset fanów sagi George'a Lucasa bawi się wśród legionu szturmowców Imperium, trzech Lordów Vaderów i niezliczonych rycerzy Jedi. Wszystko z powodu 30. rocznicy premiery drugiej części filmu - "Imperium... czytaj więcej

Tomasz Fenske: Nie wszyscy wiedzą, że w młodości był pan kulturystą...

David Prowse: I wciąż trenuję! Ale zacząłem, gdy miałem piętnaście lat. Po dziesięciu latach ćwiczeń zostałem zaproszony do konkursu Mister Universe. Ale wtedy postanowiłem, że kulturystyka to chyba nie jest to, co chcę robić. Owszem, dalej chciałem ćwiczyć i kształtować się, ale nie tą drogą. Zacząłem podnosić ciężary i nawet zostałem mistrzem Anglii. Robiłem to przez trzy lata, ale ogromnie się rozczarowałem w 1964, ponieważ trenowałem do olimpiady w Tokio i właściwie w ostatniej chwili usłyszałem od trenera: wybacz, ale nie mamy dość pieniędzy, by wysłać cię do Tokio. Straciłem zapał, nie miałem ochoty utrzymywać formy przez kolejne cztery lata w nadziei, że może mnie wybiorą.

Tomasz Fenske: I wtedy przyszła kolej na aktorstwo?

David Prowse: Zastanawiałem się, czy mogę zrobić jakieś pieniądze z moim wzrostem (ponad 2 metry - przyp. red), tężyzną fizyczną i w ogóle wyglądem...

Tomasz Fenske: Stworzył pan ikonę. Dartha Vadera znają wszyscy. Pana nazwisko pozostaje jednak nieznane...

David Prowse: Wszyscy fani "Gwiezdnych Wojen" wiedzą, kim jestem. To prawda, nie jestem światową gwiazdą jak Sean Connery, z pewnością, ale znają mnie wszyscy fani "Gwiezdnych Wojen" - na całym świecie. To mi wystarcza.

Tomasz Fenske: Jak to się stało, że dostał pan rolę Lorda Vadera?

David Prowse: Grałem w bardzo znanym filmie w 1971 roku, Clockwork Orange (Mechaniczna Pomarańcza - przyp. red) Stanleya Cubricka. Lucas widział mnie w tym filmie i zapamiętał mnie. Kiedy w 1976 przyjechał do Anglii dałem znać menedżerowi 20th Century Fox, żeby, w razie czego, mógł mnie znaleźć. Okazało się, że właśnie mnie szukał. Świetnie się składało. W końcu spotkaliśmy się z Georgem i powiedział mi: słuchaj, robię taki film, Gwiezdne Wojny, chciałbym cię w dwóch częściach. Po czym dodał, że ma dla mnie dwie propozycje. Najpierw chciał, żebym zagrał Chewbaccę. Zapytałem: co to jest Chewbacca? A on na to: to taki kudłaty goryl, jeden z "tych dobrych". Pomyślałem sobie: o nie... Ale zapytałem: a ten drugi? On odrzekł: a, to ma być ten "wielki zły" w filmie. Odparłem: o tak, poproszę! I tak to się stało, banalnie.

Tomasz Fenske: Kiedy kręciliście Gwiezdne Wojny miał pan poczucie, że to będzie kultowy film?

David Prowse: Nie. Nie miałem pojęcia. Nie miałem pojęcia, gdy nad nim pracowaliśmy. Ale to stało się całkiem oczywiste, kiedy film wyszedł. Wtedy wszyscy wiedzieliśmy, że uczestniczymy w czymś dużym. A druga część, Imperium Kontratakuje, była nawet lepsza. Wspaniale jest być tego częścią.