"To świetny pomysł" - mówi "Gazecie Wyborczej" reżyser Tomasz Bagiński o inicjatywie Jarosława Kaczyńskiego zebrania funduszy na dwa-trzy wielkie hollywoodzkie filmy o polskiej historii.

Tomasz Bagiński /Marek Gorczyński /PAP

Według artysty, znanego m.in. z pracy nad "Wiedźminem", na całym świecie kino jest narzędziem budowania narodowej tożsamości. Ale zdaniem Bagińskiego, gdyby polskie władze utworzyły na ten cel specjalny fundusz dysponujący np. kwotą 100 mln dolarów, to najgorszym rozwiązaniem byłoby wydać te pieniądze na jeden albo dwa filmy, które z założenia mają być arcydziełami.

Nie będą, ostrzega reżyser. Lepiej stworzyć fundusz na tzw. development, czyli rozwijanie projektów. Sto razy mniejszy. I postawić jasny cel: chcemy, żeby te filmy mówiły o polskiej historii, ale niczego więcej nie sugerujemy, dajemy pełną wolność. 

W ramach takiego funduszu można wyłonić trzydzieści projektów, niech wygra najlepszy. Ale nie wybrany przez gremium starszych panów w politycznym gabinecie, tylko ludzi, którzy znają się na kinie.

Cały artykuł w najnowszej "Gazecie Wyborczej".

(mal)