Prawdziwa epidemia wirusa Zika wybuchła na początku 2015 roku, gdy dotarł on do Brazylii. Najszybciej rozprzestrzeniał się na północno-wschodnich obszarach tego kraju. Dotychczas zaraziło się tam nim ponad 1,5 mln osób. Epidemia szybko zaczęła się rozprzestrzeniać na inne kraje Ameryki Łacińskiej i Karaibów - podkreśla doktor Scott Weaver, dyrektor Instytutu Ludzkich Infekcji i Odporności University of Texas Medical Branch.

Służby dezynfekujące Rio de Janerio w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa Zika /MARECELO SAYAO /PAP/EPA

Głównym źródłem zakażeń są komary, które wirusem zakaziły większość jego ludzkich nosicieli. Jednak wirus Zika jest nietypowy - obecny jest także w ślinie i spermie zakażonych osób. Istnieje zatem niebezpieczeństwo przenoszenia wirusa drogą kropelkową i poprzez kontakty seksualne. Wiemy też już, że u większości zarażonych nie występują nasilone objawy. Nie zdają sobie sprawy, że są nosicielami - zauważa doktor Scott Weaver, dyrektor Instytutu Ludzkich Infekcji i Odporności University of Texas Medical Branch. Często jedyne zauważalne objawy to wysypka, podrażnione gałki oczne, ból mięśni i stawów oraz gorączka. Zazwyczaj ustępują one w ciągu kilku dni.

Prawdziwe niebezpieczeństwo tkwi gdzie indziej. Mamy dowody na związek wirusa Zika z dwiema bardzo poważnymi chorobami. Pierwsza to zespół Guillaina-Barrego. To choroba obwodowego układu nerwowego, w której system odpornościowy atakuje nerwy. Może prowadzić do częściowego lub całkowitego paraliżu ciała. Jednak jeszcze groźniejsza jest mikrocefalia, którą od jakiegoś czasu obserwujemy w Brazylii. To choroba powodująca nieprawidłowy rozwój mózgu w okresie płodowym.

STORYFUL/x-news