Policja w Wielkiej Brytanii rejestruje nawet 300 incydentów miesięcznie dotyczących gry Pokemon GO. W większości to zgłoszenia ludzi okradzionych z telefonów komórkowych. W Pokemon GO grają zarówno dzieci, jak i dorośli. Wykorzystując kamerę telefonu, szukają ukrytych w otoczeniu wirtualnych stworzeń.

Gra Pokemon Go /Horst Ossinger (PAP/DPA) /PAP

Zdaniem ekspertów za pośrednictwem gry przestępcy zwabiają w konkretne miejsca innych uczestników zabawy, po czym odbierają im smartfony.

Pojawiły się także obawy dotyczące bezpieczeństwa dzieci. Grę mogą z łatwością wykorzystać w podobny sposób pedofile.

Istnieją także inne aspekty pokemonowego szaleństwa obnażające ludzką słabość. Policja w hrabstwie Surrey odnotowała awanturę z udziałem 30 miłośników Pokemonów, którzy polując na wirtualną zdobycz, postanowili powalczyć o nią w rzeczywistości. Doszło do rękoczynów.

To niepokojące. Jest jednak plus - ludzie zaczęli np. częściej chodzić na piechotę do pracy - mówi jeden z miłośników współczesnej wersji Pokemonów, mieszkający w Londynie. Jego zdaniem gra, choć jest wirtualna, odbywa się rzeczywistości. Dlatego na jej uczestników czyhają wszelkie niebezpieczeństwa, które mogą się pojawić w wielkim mieście, łącznie z rabunkami.

Służby czuwające nad bezpieczeństwem brytyjskich kolei informują też o kilku przypadkach dzieci poszukujących Pokemonów wzdłuż trakcji kolejowych. Jest to szczególnie niebezpiecznie, ponieważ zasilająca pociągi szyna biegnie na ziemi, nie w powietrzu.

Grę "Pokemon Go" wykorzystują też sprytnie właściciele niektórych restauracji i pubów, zwabiając w swe progi poszukiwaczy małych, wirtualnych stworzeń. Taka ingerencja jest jednak stosunkowo niewinna.

APA