Francuski parlament przyjął ostatecznie projekt ustawy, który zakłada surowe kary dla klientów prostytutek. Francja stanie się wiec kolejnym europejskim krajem – m.in. po Szwecji, Norwegii i Islandii – który będzie walczył z prostytucją i handlem żywym towarem właśnie poprzez karanie klientów.

Zdjęcie ilustracyjne /PA/Yui Mok /PAP/EPA

Klientom prostytutek będą grozić grzywny w wysokości od półtora tysiąca euro aż do trzech i pół tysiąca euro w przypadku recydywy. Obóz lewicowego prezydenta Francois Hollande’a ma nadzieje, że dzięki temu kobiety przestaną być zmuszane do nierządu przez organizacje mafijne, bo liczba klientów drastycznie spadnie.

Ze zmianami nie zgadzają się same organizacje francuskich prostytutek, które twierdzą, ze najstarszy zawód na świecie nie zniknie - będzie tylko uprawiany w ukryciu, a więc w gorszych warunkach higienicznych. Stanie się tez ich zdaniem mniej bezpieczny. Protesty poparły znane osobistości ze świata show-biznesu, m.in. sławna aktorka Catherine Deneuve czy piosenkarz Charles Aznavour. Według sondaży, kontrowersyjnemu projektowi ustawy sprzeciwiło się około 70 procent Francuzów.

Francuski rząd zapewnia, że z około 40 tysięcy paryskich prostytutek aż 80-90 procent stanowią imigrantki z krajów afrykańskich, Chin i Rumunii. Często są one zmuszane do nierządu przez organizacje mafijne.

(mn)