Ponad 10 tysięcy osób wyszło na ulice Bukaresztu, by wziąć udział w marszu upamiętniającym ofiary pożaru w klubie nocnym, w wyniku którego zginęło przynajmniej 30 osób. Liczba ofiar może znacznie wzrosnąć, bo wielu rannych jest w stanie ciężkim.

W marszu wzięło udział ponad 10 tysięcy osób //Bogdan Cristel /PAP/EPA

To tragedia spowodowana w pewnym stopniu przez korupcję, obojętność i brak kompetencji. Moim zdaniem to sygnał, że społeczeństwo rumuńskie musi się zmienić - mówi w rozmowie z agencją AFP jeden z uczestników marszu Gabriel Mistodie, który wziął w nim udział, by "złożyć hołd ofiarom i okazać wsparcie rannym, którzy walczą o życie".

Rumuński prezydent Klaus Iohannis, w słowach ocenianych przez AFP jako niezwykle ostre, także nawoływał do zmian w społeczeństwie. Nie musimy już tolerować niekompetencji władz, nieskuteczności instytucji i nie możemy pozwalać, by korupcja rozwijała się do takiego stopnia, że doprowadza do śmierci - powiedział w wieczornym wywiadzie telewizyjnym. Jego zdaniem powodem tragedii było nieprzestrzeganie norm bezpieczeństwa.

Z kolei wiceminister spraw wewnętrznych Raed Arafat poinformował, że klub nie zwrócił się do straży pożarnej o wydanie pozwolenia na pokaz pirotechniczny, który miał towarzyszyć odbywającemu się w klubie koncertowi.

Ponad 30 osób w stanie krytycznym

Do wybuchu pożaru doszło w popularnym wśród młodzieży klubie Colectiv, w którym odbywał się koncert zespołu heavymetalowego. Na widowni znajdowało się ok. 400 osób. Nieznane są jeszcze bezpośrednie przyczyny tragedii.

Poprzedni jej bilans wynosił 29 osób. 30. ofiara zmarła wczoraj w wyniku odniesionych ran. Wśród ofiar są głównie ludzie młodzi, w tym jeden 15-latek.

Według służb medycznych w szpitalu wciąż przebywa około 140 rannych, a ponad 30 z nich jest w stanie krytycznym.

(MRod)