Po niedzielnych wyborach parlamentarnych we Włoszech potwierdza się najgorszy scenariusz niemożliwości powołania stabilnego rządu - taki komentarz dominuje w analizach wyników badań sondażowych. Wygrała centroprawica Silvio Berlusconiego, ale nie ma większości. Frekwencja wyniosła 73 procent.

Frekwencja w wyborach wyniosła 74 procent /GIUSEPPE LAMI /PAP/EPA

Ok. 36 proc. głosów zdobył blok sił centroprawicy w wyborach parlamentarnych we Włoszech - takie są częściowe dane po przeliczeniu ponad połowy głosów. Ruch Pięciu Gwiazd otrzymał 32 proc. poparcia - podają media, relacjonując liczenie głosów.

Napływające dane potwierdzają, że Ruch Pięciu Gwiazd będzie pierwszym ugrupowaniem w Izbie Deputowanych i w Senacie.

W centroprawicowej koalicji umacnia się wynik Ligi Północnej, na którą głosowało prawie 18 proc. wyborców, więcej niż na najsilniejszą dotąd w tym bloku Forza Italia Silvio Berlusconiego (14 procent). Ich sojusznik, ugrupowanie Bracia Włoch uzyskało ponad 4 proc. głosów.

Rządząca dotąd centrolewicowa Partia Demokratyczna ma 19 proc. głosów.

Taki rezultat wyborów oznacza zapowiedź bardzo trudnej sytuacji i być może długiego impasu, z którego wyjście musi znaleźć prezydent Sergio Mattarella.

Spektakularna porażka rządzącej centrolewicy

Spektakularna, zarazem prognozowana od dawna, jest porażka rządzącej od 2013 roku centrolewicowej Partii Demokratycznej. Głosowało na nią poniżej 20 procent Włochów, a właśnie ten próg uznano za psychologiczną barierę dla ugrupowania.

W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego centrolewica Matteo Renziego miała wynik 40 procent.

Nie wiadomo jeszcze, co zrobi premier Paolo Gentiloni, ale należy oczekiwać, że wkrótce złoży dymisję na ręce prezydenta.

Włochy rozbite na trzy bloki, nie ma szans na wielką koalicję

Potwierdziły się przedwyborcze prognozy wskazujące na to, że Włochy będą po wyborach rozbite na trzy bloki, które wykluczają wielkie koalicje.

W bloku centroprawicy ustalono zasadę, że kandydata na premiera wskaże partia, która uzyska największe poparcie. Ma je Liga Północna, na którą głosowało 17 proc. wyborców, podczas gdy na Forza Italia 14 proc. Upada zatem koncepcja Silvio Berlusconiego, który wskazywał jako kandydata na premiera przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Antonio Tajaniego. Szef PE zastrzegał zarazem, że zgodzi się ubiegać o ten urząd tylko w przypadku zdobycia większości głosów przez centroprawicę.

Od początku kampanii lider Ligi Północnej Matteo Salvini przedstawiał się jako kandydat na premiera.

Bliski współpracownik Berlusconiego z Forza Italia, Renato Brunetta oświadczył w telewizji La 7: "Nie zmieniamy zdania. Ten, kto w centroprawicy zdobędzie więcej miejsc, będzie miał uzasadnione prawo stworzenia rządu".

Jeśli to będzie Salvini, niech żyje Salvini - dodał Brunetta.

Polityk Ruchu Pięciu Gwiazd, który również wyszedł zwycięsko z wyborów, Alessandro Di Battista powiedział zaś: "Teraz wszyscy będą musieli przyjść i po raz pierwszy rozmawiać z nami".

Inny przedstawiciel ugrupowania Riccardo Fraccaro stwierdził: "Nikt nie będzie mógł rządzić bez Ruchu Pięciu Gwiazd".

Prasa: Ryzyko niestabilności

Zdaniem włoskiej prasy w wyborach we Włoszech górę wzięły głosy protestu i rozgoryczenia, które połączył eurosceptycyzm. Największe gazety podkreślają, że Włochy po niedzielnych wyborach parlamentarnych stają w obliczu ryzyka niestabilności i niemożności powołania rządu oraz utraty swego znaczenia w Unii Europejskiej.

Dziennik "Corriere della Sera" podkreśla, że jest dwóch zwycięzców wyborów: Ruch Pięciu Gwiazd i Liga Północna, bo po raz pierwszy w swej historii uzyskała ona więcej głosów niż Forza Italia.

Rezultatem tego przesunięcia poparcia jest - jak odnotowuje gazeta - skręt bloku Berlusconiego bardziej na prawo i wykluczenie Forza Italia z politycznych manewrów, mających na celu stworzenie szerokiej większości koalicyjnej.

Mediolański dziennik podkreśla, że na razie każda większość wydaje się niemożliwa, a przyszły rząd pozostaje zagadką.

Gazeta kładzie też nacisk na to, że co drugi Włoch głosował na Ruch Pięciu Gwiazd i Ligę Północną.

To dwie przeciwstawne sobie partie, które mogą jednak znaleźć wspólne punkty począwszy od eurosceptycyzmu - zaznacza.

"Fala rozgoryczenia - budząca strach", "Witajcie w Wyszehradzie"

Rezultat wyborów publicysta "Corriere della Sera" nazywa "falą rozgoryczenia - spodziewaną i budzącą strach".

Również na tych łamach zwraca się uwagę na trudne zadanie, jakie stoi przed prezydentem Sergio Mattarellą, który musi "wysondować zwycięzców", "wszystkich bezsilnych z powodu braku większości" i nakłonić do porozumienia, nawet ograniczonego w obliczu "ewidentnego ryzyka niestabilności".

Witajcie w Wyszehradzie - pisze w komentarzu dziennik "La Repubblica". Jego publicysta wyraża opinię, że jeśli wstępne wyniki potwierdzą się, "kraj przesunie się na margines Europy, bliżej Budapesztu i Warszawy niż Brukseli".

We wczorajszym głosowaniu Włosi nagrodzili siły, które patrzą podejrzliwie bądź z otwartą wrogością na Europę i jej reguły. W tym zbliżamy się do Grupy Wyszehradzkiej, która sprzeciwia się prawu Brukseli do wtykania nosa w suwerenne decyzje każdej stolicy - ocenia komentator rzymskiej gazety.

Ale w krajach tej grupy - dodaje - dług publiczny jest znacznie niższy niż "astronomiczny" dług włoski wynoszący 132 procent PKB. Zdaniem autora z takimi siłami u władzy, jak Ruch Pięciu Gwiazd, Włochy będą jeszcze słabsze. Jeśli powstanie populistyczny rząd, w maju może zostać wszczęta wobec Włoch unijna procedura w związku z naruszeniem zasad UE w sprawie nadmiernego deficytu budżetowego i długu.

"La Stampa" kładzie nacisk na to, że po wyborach Włochy są krajem, którym "nie można rządzić". To wynik, który budzi strach w Europie - dodaje. Jednocześnie zauważa, że zwycięzcami są liderzy Ruchu Luigi Di Maio i Ligi Północnej Matteo Salvini. Sukces ich frakcji nie prowadzi do powołania rządu, bo są to siły antysystemowe i protestu.

Turyńska gazeta podkreśla, że prezydent Mattarella zacznie powyborcze konsultacje polityczne od Ruchu Pięciu Gwiazd.

Lewicowy dziennik "Il Fatto Quotidiano" ogłasza na pierwszej stronie: "Wszystko się zmienia". Pisze też, że wynik rządzącej Partii Demokratycznej to "katastrofa" jej lidera Matteo Renziego. Głosowanie "obala równowagę sił" - ocenia.

"Il Giornale", wydawane przez rodzinę Silvio Berlusconiego obwieszcza sukces jego bloku i zarazem odnotowuje, że dotychczasowe wyniki wskazują na to, iż nie ma większości, która mogłaby objąć rząd. Pisze też o klęsce Matteo Renziego, którego "głowy chcą" politycy jego partii.

Na niepewność, przed jaką stoją Włochy, zwraca uwagę "Il Messaggero". Twierdzi, że Renzi myśli o ustąpieniu z funkcji lidera centrolewicy.

(mpw)