W czwartek drugi dzień studenci z Włoch protestowali przeciwko polityce gabinetu Silvio Berlusconiego, który zapowiada cięcia w oświacie. W Rzymie, Palermo, Turynie, Pizie oraz we Florencji, doszło do starć z policją. Studenci przez kilka godzin okupowali rzymskie Koloseum i Krzywą Wieżę w Pizie.

W Mediolanie młodzi ludzie zajęli urząd skarbowy, obrzucając go jajkami, a z balkonu budynku wywiesili transparent z hasłem: "Więcej pieniędzy dla szkół, mniej na wojnę". W niektórych miastach na znak protestu studenci prowadzili okupację dachów uczelni. W Pizie naukowcy weszli na dach obserwatorium astronomicznego.

Protesty ostro skrytykowała minister oświaty Mariastella Gelmini. W środę studenci próbowali dostać się do siedziby senatu w Rzymie. Atak na Senat, wywoływanie zamieszek nie jest sposobem na poprawienie sytuacji - powiedziała pani polityk. Minister przyznała jednocześnie, że wiele uczelni ma poważne kłopoty finansowe, a uniwersytetowi w Sienie grozi bankructwo. To zaś może oznaczać - podkreśliła Gelmini - że "jeśli rząd nie interweniuje, to do działań przystąpią banki".

Szefowa resortu, broniąc projektu ustawy o reformie szkolnictwa, w tym jego gruntownej reorganizacji, przypomniała, że resort wyasygnował już na ten cel 1 miliard euro. Ponadto jak podkreśliła jednym z celów reformy jest zapewnienie przejrzystości na uczelniach i zablokowanie zatrudniania krewnych. Nie wiadomo jednak, czy reforma wejdzie w życie. Trwające w parlamencie prace nad ustawą w tej sprawie zostały przełożone na wtorek. W Izbie Deputowanych osłabiony ostatnio rząd ponosi porażki w głosowaniach, ponieważ uchwalane są poprawki zgłaszane przez opozycję. Minister Gelmini nie wykluczyła nawet wycofania ustawy.