"Tsunami na francuskiej scenie politycznej!", "Wolne pole działania dla Emmanuela Macrona!". Tak nadsekwańska prasa komentuje triumf obozu prezydenckiego w pierwszej turze wyborów parlamentarnych we Francji. Partia Macrona "Naprzód Republiko!" – sprzymierzona z ugrupowaniem MoDem - może uzyskać aż 80 procent mandatów poselskich w Zgromadzeniu Narodowym. W praktyce to jednak sukces tylko połowiczny.

Prezydent Francji Emmanuel Macron /CHRISTOPHE PETIT TESSON /PAP/EPA

Paryscy komentatorzy podkreślają, że aż ponad połowa Francuzów nie pofatygowała się w ogóle do urn. Jeżeli więc obóz prezydencki uzyskał około 32 procent głosów - oznacza to w praktyce, że dostał poparcie tylko około 15 procent rodaków. Nadsekwańskie media zauważają, że to w sumie niewiele. Paradoksalnie może to wystarczyć, by partia "Naprzód Republiko!" w miażdżący sposób zdominowała Zgromadzenie Narodowe.

Jeżeli druga tura wyborów parlamentarnych, która odbędzie się w najbliższą niedzielę, zakończy się ostatecznym zwycięstwem obozu prezydenckiego - oznaczać to będzie, że centrysta Emmanuel Macron będzie miał np. całkowicie wolną rękę, by prowadzić zapowiadaną bardzo prounijną i proniemiecką politykę zagraniczną.

Obserwatorzy zauważają, że wyborczy sukces może dać francuskiemu przywódcy dodatkową siłę przebicia w UE. Emmanuel Macron stanie się wtedy jeszcze trudniejszym partnerem dla polskich władz, niż się tego dotąd spodziewano. Może na przykład próbować bezwzględnie forsować w UE niekorzystne dla Polski zmiany w UE - np. w sferze tzw. pracowników delegowanych.

(j.)