​Już ponad pół miliona funtów osiągnął społeczny fundusz przeznaczony dla rodziny zamordowanego w Londynie policjanta. Keith Palmer zginął od ciosów zamachowca w środowym ataku przed Parlamentem. Miał 48 lat.

Kwiaty złożone w pobliżu budynku parlamentu w Londynie /HANNAH MCKAY /PAP/EPA

Niecałą godzinę przed śmiercią Palmer robił to, co najczęściej robią strażnicy przed budynkiem parlamentu - pozował do zdjęć z przechodniami. Brytyjskie media opublikowały jego ostatnią fotografię, z amerykańską turystką. 

Na znak szacunku dla poległego na służbie policjanta, jego numer identyfikacyjny nie zostanie przekazany innemu funkcjonariuszowi. Już pojawiły się apele by pośmiertnie odznaczyć go za bohaterstwo. 

Mimo, że nie był uzbrojony, Keith Palmer bez chwili wahania stawił czoła terroryście, gdy ten próbował wedrzeć się przez bramę na teren parlamentu. 52 letni Khalid Masood miał przy sobie dwa noże. Policjant został pchnięty i padł na ziemię. Nie zdołano go uratować. 

Wcześniej napastnik staranował kilkadziesiąt osób na moście Westminsterskim. Trzy zginęły, a kilka w stanie krytycznym przebywa w szpitalu. To pierwszy tak poważny zamach terrorystyczny w Londynie od czasu samobójczych ataków w metrze i autobusie, do których doszło w 2005 roku. Zginęły wówczas 52 osoby.

(ph)