Lecący z Genewy Airbus A320 mógł zderzyć się nad Londynem z zupełnie innym obiektem latającym, niekoniecznie z dronem - uważa brytyjski minister transportu. Doniesienia o kolizji samolotu pasażerskiego z dronem w pobliżu Heathrow pojawiły się pięć dni temu.

Dron miiał uderzyć w samolot nad portem lotniczym Heathrow. Zdj. ilustracyjne /ANDY RAIN /PAP/EPA

Minister transportu nie wyklucza, że samolot mógł zderzyć się z... plastikowym workiem, który unosił się na wysokości 500 metrów nad ziemią.

Robert Goodwin, przemawiając przed komisją Izby Lordów ostrzegł przed zbyt pochodnym zaostrzaniem przepisów. Incydent przyczynił się bowiem do wprowadzenia całkowitego zakazu używanie dronów w Londynie na czas wizyty w Wielkiej Brytanii amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy. Zakaz będzie obowiązywać do niedzieli rano.

W sprawie incydentu trwa wspólne dochodzenie policji i urzędu nadzorującego lotnictwo cywilne. Dotychczas nie potwierdziło ono, że w podchodzący do lądowania samolot uderzył faktycznie dron. Jego szczątków nie znaleziono w parku, skąd miał rzekomo wystartować. Również na kadłubie airbusa nie stwierdzono żadnych wgnieceń ani niewyjaśnionych zadrapań.

Jak zauważył brytyjski minister transportu, pierwsza informacja o rzekomej kolizji samolotu pasażerskiego z dronem została wysłana z oficjalnego konta policji na Twitterze. To ona zapoczątkowała pierwotne doniesienia o zdarzeniu w mediach.

(mal)