​Szef MSZ Witold Waszczykowski na łamach najnowszego wydania niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" zaapelował do pozostałych krajów Unii Europejskiej o zachowanie jedności Europy i zapobieżenie tym samym jej rozbiciu w wyniku koncepcji "wielu prędkości".

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski /MICHAEL REYNOLDS /PAP/EPA

Wzywamy Europę do jedności, nie chcemy dalszych podziałów - powiedział Waszczykowski. Dwie, a może nawet wiele prędkości to recepty na rozbicie Europy - ostrzegł.

Jego zdaniem UE znalazła się "w punkcie zwrotnym". Albo pozostaniemy razem, albo każdy pójdzie własną drogą - oświadczył. Zdaniem szefa polskiej dyplomacji, różne prędkości doprowadzą do powstania "grupy przewodniej, która będzie panować nad innymi krajami".

Waszczykowski, pytany w wywiadzie o polskie propozycje reform, wskazał na ochronę granic i politykę obronną jako obszary, w których Polska "może sobie wyobrazić bardziej intensywną współpracę".

Jego zdaniem należy "zastanowić się nad kompetencjami europejskich instytucji". Jak sprecyzował, składająca się nie z wybranych przedstawicieli, lecz z urzędników Komisja Europejska nie powinna mieć prawa do kontrolowania krajów członkowskich, jak ma to miejsce w przypadku procedury praworządności wobec Polski. Komisja powinna jedynie wypełniać dyrektywy Rady (Europejskiej) i nie powinna mieć ambicji politycznych - oświadczył szef MSZ.

Odniósł się także do reelekcji D. Tuska na szefa RE

Waszczykowski poruszając ten temat zwrócił uwagę, że kanclerz Angela Merkel na kilka godzin przed szczytem UE powiedziała w Bundestagu, iż cieszy się na wybór Tuska. Uważamy, że Angela Merkel wydała tym samym polityczną dyrektywę innym krajom: chcę, by Tusk wygrał - wyjaśnił minister.

Oceniając relacje polsko-niemieckie Waszczykowski wskazał na różnice zdań w polityce energetycznej. Powiedział też, że Polska uważa, iż Niemcy nie powinny "dyktować" innym krajom, ilu uchodźców mają przyjąć. Jako przykład wspólnego podejścia wymienił natomiast politykę obronną. Oczywiście Niemcy są dla nas ważnym partnerem - oświadczył. Przypomniał, że wzajemne obroty handlowe przekroczyły 100 mld euro, czyli więcej niż między Niemcami a Rosją.

Przez wiele lat próbowano nas przekonywać, że UE jest klubem altruistów, że nie istnieją już rywalizujące ze sobą narodowe interesy. Co najmniej od szczytu sprzed dwóch tygodni wiemy, że to nieprawda. Nauczyliśmy się: musimy bronić naszych polskich interesów. To jasne, że mamy mniej władzy i mniejszy potencjał gospodarczy niż Niemcy. Chcemy jednak, by nasze sprawy były traktowane poważnie - powiedział minister w wywiadzie dla "Spiegla".

Polskie interesy naruszane są "wszędzie"

Zdaniem Waszczykowskiego polskie interesy naruszane są "wszędzie". Wymienił politykę energetyczną, w tym budowę gazociągu Nord Stream oraz politykę klimatyczną. Nie możemy pozwolić sobie na to, by stać się zacofanym krajem z czystym powietrzem. Potrzebujemy zarówno szansy na wzrost, jak i czystego środowiska - dodał szef dyplomacji.

Odnosząc się do uwagi dziennikarza "Spiegla", że Polska jest największym beneficjantem UE i do 2020 roku otrzyma z unijnych funduszy strukturalnych ok. 80 mld euro, Waszczykowski odparł, że to Unia najbardziej korzysta z członkostwa Polski. Jesteśmy rynkiem z 40 mln ludzi - zauważył, dodając, że Niemcy sprzedali na rynku polskim towary o wartości 55 mld euro. Unijne fundusze strukturalne są, jego zdaniem, "rekompensatą za otwarcie polskiego rynku".

(łł)