Już niedługo w Holandii może zostać zakazany "kotlet wegetariański". Deputowani z rządzącej partii VVD chcą zakazać stosowania przez producentów w Holandii określeń typu "wegetariański sznycel", czy "wegetariański hamburger", w odniesieniu do bezmięsnych produktów. Holenderscy deputowani Erik Ziengs i Helma Lodders uważają, że nazywanie bezmięsnych posiłków przy użyciu słów hamburger, sznycel, pieczeń czy kotlet wprowadza w błąd konsumentów. Według nich to po prostu zwodnicze nazewnictwo, by przyciągnąć mniej przekonanych wegetarian.

Już niedługo w Holandii może zostać zakazany "kotlet wegetariański". Deputowani z rządzącej partii VVD chcą zakazać stosowania przez producentów w Holandii określeń typu "wegetariański sznycel", czy "wegetariański hamburger", w odniesieniu do bezmięsnych produktów. Holenderscy deputowani Erik Ziengs i Helma Lodders uważają, że nazywanie bezmięsnych posiłków przy użyciu słów hamburger, sznycel, pieczeń  czy kotlet wprowadza w błąd konsumentów. Według nich to po prostu zwodnicze nazewnictwo, by przyciągnąć mniej przekonanych wegetarian.
Zdj. ilustracyjne /Elena Veselova / Alamy Stock Photo /PAP/EPA

Zdaniem deputowanych nawet jeśli w smaku produkt jest podobny, słowa kojarzące się z mięsem nie powinny być używane, ponieważ "nie odzwierciedlają rzeczywistości". Z podobną propozycją wyszedł niedawno niemiecki minister rolnictwa. Inicjatywa polityków wzbudziła jednak zdziwienie wśród innych parlamentarzystów. Niektórzy uznali, że sprawa nie jest aż tak ważna, żeby musiał zajmować się nią parlament. 

Wegetarianie w Holandii podchodzą do tych zapowiedzi bardzo nieufnie. Ich zdaniem, za takimi apelami ukrywa się lobby mięsne, które obawia się rosnącej konkurencji produktów wegetariańskich. Lobby mięsne czuje się w Holandii zagrożone, bo spożycie mięsa spada. A konsumenci coraz częściej spotykają na półkach sklepowych alternatywę dla mięsa. Na przykład w supermarketach można kupić "kiełbasę wegetariańską", w dziale mięsnym. Jest ona krojona w plasterki, tak jak kiełbasa z mięsa - wyjaśnia Konrad Szymański, który pracuje w wegetariańskim barze "De vegetarische snackbar" w Hadze. Jego zdaniem wegetarianie nie mają nic przeciwko nazewnictwu odwołującemu się do produktów mięsnych. W naszym barze serwujemy np. potrawę przypominającą smakiem kurczaka, więc w nazwie używamy "chicken". Chodzi o to, żeby klient wiedział jakiego smaku może się spodziewać - tłumaczy.

W Holandii powstała nawet firma produkująca wegetariańskie produkty, która przyjęła nazwę "Wegetariański rzeźnik". Walka z nazewnictwem odwołującym się do smaku mięsnych potraw to według Szymańskiego walka ekonomiczna, a nawet polityczna, bo lobby mięsne ma poparcie partii liberalnych i konserwatywnych. Wegetarianie w Holandii mogą liczyć na ugrupowania lewicowe i Zielonych. 

(az)