Żywy łańcuch utworzyli wokół Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU) w Budapeszcie przeciwnicy przyjętej przez parlament Węgier ustawy zaostrzającej warunki działania zagranicznych uniwersytetów. W akcji wzięło udział kilka tysięcy osób.

Demonstracja w obronie Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie /ZOLTAN BALOGH /PAP/EPA

Protestujący trzymali hasła "Nie podpisuj!" i "Veto", a także mieli wpięte w ubrania znaczki z napisem #jestemzCEU", odnoszące się do założonego przez finansistę i filantropa George’a Sorosa Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU), który ich zdaniem nowa ustawa dyskryminuje. Były też transparenty "Teraz CEU, ale kto będzie następny?" czy "Miałam nadzieję na stopień naukowy, a teraz chcę demokracji". Mówcy apelowali do prezydenta Janosa Adera, by nie podpisywał ustawy.

Parlament znowelizował ustawę o szkolnictwie wyższym, zaostrzając przepisy dotyczące zagranicznych uniwersytetów. Rząd uzasadniał to m.in. tak, że kompleksowa kontrola wykryła niezgodności z przepisami w działalności 27 z 28 działających w kraju zagranicznych uczelni.

Ustawa stanowi, że na Węgrzech będą mogły działać tylko takie wydające dyplomy zagraniczne szkoły wyższe spoza Unii Europejskiej, które dysponują międzypaństwową umową popierającą ich działalność. Innym warunkiem będzie posiadanie przez nie placówki edukacyjnej w kraju pochodzenia. Założony 25 lat temu CEU prowadzi działalność edukacyjną tylko w Budapeszcie.

Moim zdaniem CEU jest na Węgrzech ostatnim bastionem demokracji. Ja też tu pracuję. Chcemy, żeby Janos Ader nie podpisywał tej ustawy - powiedziała jedna z kobiet uczestniczących w proteście, zorganizowanym przez utworzoną przez studentów grupę o nazwie "Chcemy Wolności Nauczania".

Tymczasem premier Viktor Orban, zapytany przez telewizję Hir TV, jaki będzie jego następny krok po przyjęciu ustawy, odparł: Będziemy rozmawiać z Waszyngtonem. Wcześniej premier zapewnił, że rządem węgierskim będą kierować dobre intencje i z pewnością także rządem Stanów Zjednoczonych, nie ma więc powodu, by ktokolwiek się niepokoił.

Rektor CEU Michael Ignatieff, wyraził rozczarowanie przyjęciem przez parlament znowelizowanej ustawy i zapowiedział, że zwróci się do prezydenta, by wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie jej zgodności z konstytucją. Zapewnił, że CEU będzie kontynuować działalność w każdych warunkach i że uczelnia chce pozostać w Budapeszcie.

CEU ma swoistą podwójną osobowość prawną. Zarejestrowany w 1991 r. w stanie Nowy Jork Central European University nie posiada swego budynku w USA i nie prowadzi w tym państwie działalności edukacyjnej. Kształcenie w jego imieniu wykonuje zarejestrowany na Węgrzech Koezep-europai Egyetem (KEE, Uniwersytet Środkowoeuropejski). Dzięki temu studenci uczelni mogą otrzymywać zarówno amerykańskie, jak i węgierskie dyplomy. Przy tym 80 proc. studentów to cudzoziemcy.

Sekretarz stanu w Ministerstwie ds. Zasobów Ludzkich Laszlo Palkovics oświadczył, że przyjęta nowelizacja nie dotyka KEE, wyraził natomiast opinię, że wokół działalności CEU od początku istniały wątpliwości, np. dlaczego wydaje amerykańskie dyplomy, jeśli nie prowadzi kształcenia w USA. Dodał, że węgierski resort zainicjuje rozmowy z amerykańskim ministerstwem i jeśli z obu stron będzie wola, by CEU istniał nadal, zostanie znalezione rozwiązanie.

Wśród możliwych rozwiązań sytuacji po przyjęciu ustawy przez parlament portal Index wymienił - obok ewentualnego uznania jej niezgodności z konstytucją przez Trybunał Konstytucyjny - także tę, że KEE przeniesie się z Budapesztu do innego miasta (gotowość jego przyjęcia zadeklarowały m.in. Wilno i Wiedeń). KEE mógłby też - według Indexu - kontynuować samodzielnie kształcenie. CEU nie prowadziłby wtedy nowych naborów na studia z amerykańskim dyplomem, ale dyplomy KEE tak jak dotąd byłyby uznawane na Węgrzech i w państwach Unii.

Za mniej prawdopodobne rozwiązanie uważa portal - ze względu na wysokie koszty - otwarcie przez CEU kampusu w USA. Uczelnia musiałaby wtedy spełnić także warunek dysponowania międzypaństwową umową, gdy tymczasem kompetencje w tej sferze ma w USA nie rząd centralny, lecz rządy stanowe. CEU musiałby więc wylobbować taką umowę, albo trzeba by zmienić amerykańską konstytucję. Na to ostatnie, powiedzmy sobie szczerze, są niewielkie szanse - napisał portal.

W wystąpieniu przed debatą na temat projektu minister ds. zasobów ludzkich Zoltan Balog zapewnił, że nowelizacja służy interesom Węgier i Węgrów. Podkreślił, że nie służy im natomiast dopuszczanie do międzynarodowych prób wpływania na sytuację, których intencją jest uniemożliwianie pracy legalnie wyłonionego rządu czy prezydenta. W jego ocenie organizacje Sorosa są "pseudopozarządowymi organizacjami-agentami". Jesteśmy zdecydowani zapobiegać tej działalności wszelkimi legalnymi sposobami - dodał.


(pj)