Uchodźcy, którzy do tej pory koczowali na dworcu w Budapeszcie, docierają do Austrii i Niemiec. Szefowa unijnej dyplomacji mówi, że kryzys nie jest przejściowy i apeluje o wspólne działania. Polska jest przygotowana na przyjęcie 2 tys. osób - deklaruje polska premier.

Uchodźca, który dotarł do Monachium /SVEN HOPPE /PAP/EPA

W Warszawie odbyło się w sobotę posiedzenie Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, w Juracie rozmawiali przedstawiciele parlamentów Polski i Słowacji, w Luksemburgu ministrowie spraw zagranicznych państw UE. Tematem wszystkich tych spotkań był narastający kryzys migracyjny w Europie i propozycje KE dotyczące podziału liczby uchodźców na poszczególne kraje. Chodzi o rozdzielenie 160 tys. uchodźców według ustalonych kwot. Część krajów, w tym Polska, opowiada się za dobrowolnym systemem, nie odgórnym ustalaniem liczby przyjmowanych osób.

"Polska zobowiązana do solidarności z Europą, ale musi to być solidarność odpowiedzialna"

Premier Kwa Kopacz odebrała w sobotę od służb raporty o stanie przygotowania kraju na wypadek większego napływu migrantów. Podkreśliła, że polski rząd nie podejmie żadnych działań, które mogłyby zdestabilizować bezpieczeństwo kraju i obywateli. Jak mówiła, Polska jest zobowiązana do solidarności z Europą, ale musi to być solidarność odpowiedzialna i odpowiadać możliwościom naszego kraju. Ponownie podała liczbę 2 tys. uchodźców, których Polska może przyjąć - tyle samo Warszawa deklarowała w lipcu.

W podobnym tonie wypowiadała się marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska po wspólnym posiedzeniu prezydiów polskiej i słowackiej izby parlamentu. Jak mówiła, przyjmując uchodźców, trzeba im stworzyć odpowiednie warunki. Przewodniczący Rady Narodowej Republiki Słowacji Peter Pellegrini dodał, że narzucanie kwot (liczby uchodźców, których mają przyjąć poszczególne kraje) nie jest rozwiązaniem problemu. Jak Polska, tak i Republika Słowacka nie popiera takich rozwiązań - podkreślił.

Szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców Rafał Rogala zapewnił, że Polska ma przygotowane różne warianty planów kryzysowych na wypadek ewentualnego nagłego wzrostu liczby uchodźców. 

Kryzys migracyjny był jednym z głównych tematów nieformalnych dyskusji unijnych ministrów w Luksemburgu. To nie było łatwe spotkanie - powiedziała po spotkaniu szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini. Jej zdaniem, kryzys migracyjny nie jest przejściowy. Zaapelowała do krajów UE o wspólne decyzje i podjęcie działań, by sprostać tym wyzwaniom. Żadne państwo nie powinno mieć iluzji, że nie będzie dotknięte przez ten kryzys - oceniła.

W Unii nadal różnice zdań

Komentując wyniki piątkowego spotkania przywódców państw Grupy Wyszehradzkiej w Pradze (Polski, Węgier, Czech i Słowacji), które wypowiedziały się przeciwko obowiązkowym kwotom podziału uchodźców między kraje unijne, Mogherini przyznała, że w Unii nadal są różnice zdań w tej sprawie i szybko nie znikną. Musimy znaleźć mechanizm podziału odpowiedzialności - podkreśliła, ale w jej opinii,  jeśli będzie on niewiążący, a jedynie oparty na dobrowolnych deklaracjach państw UE, to podejmowanie decyzji o liczbach przyjmowanych uchodźców będzie trudne i powolne. 

Szef polskiej dyplomacji Grzegorz Schetyna mówił po tym spotkaniu, że decyzje UE w sprawie dalszych działań dotyczących rozwiązania kryzysu migracyjnego muszą podejmować przywódcy państw unijnych. Wszyscy są zgodni co do tego, że trzeba zachować solidarność całej UE i podejmować wspólne decyzje, ale też bardzo otwarcie mówić o wielkich zagrożeniach i wyzwaniach, jakie przynosi ta sytuacja. Nigdy wcześniej Europa nie stanęła przed takim problemem - powiedział.

Głos ws. uchodźców zabrał też wicepremier, prezes PSL Janusz Piechociński. Wezwał do spotkania w tej sprawie rząd, prezydenta, przywódców partii politycznych i kościołów. Warto ze sobą rozmawiać szczerze, otwarcie, na początek w składzie: prezydent, rząd, liderzy partii parlamentarnych, jeśli trzeba to także przywódcy kościołów, związków wyznaniowych, bo to powinna być nasza narodowa, wspólna odpowiedź na te zjawiska i zagrożenia - podkreślił.

Pierwszy pociąg specjalny z 450 uchodźcami dotarł do stolicy Bawarii

Tymczasem węgierskie władze rozpoczęły nad ranem przewożenie autobusami na granicę z Austrią imigrantów, z których większość od kilku dni koczowała na dworcu kolejowym Keleti w Budapeszcie. Na ich przyjęcie zgodziły się władze Austrii i Niemiec. Do Austrii dotarło  już kilka tys. osób, część z nich wyruszyła w dalszą drogę do Niemiec. 

Po południu pierwszy pociąg specjalny z 450 uchodźcami dotarł do stolicy Bawarii Monachium. Bawarskie władze spodziewają się przyjazdu nawet 10 tys. imigrantów. Uchodźcy, pochodzący w większości z Syrii, zostali przetransportowani szybką koleją miejską do placówek, gdzie mają otrzymać pierwszą pomoc i prowiant. Następnie zostaną odesłani do ośrodków na terenie Bawarii i innych krajów związkowych w Niemczech. 
Monachium nie jest jedynym celem pociągów z Austrii. Uchodźcy mają też przybyć do Saalfeld, skąd będą kierowani do schronisk w Turyngii i okolicznych landach. 

Węgry rozmieszczą siły policyjne wzdłuż południowej granicy

Węgry zapowiedziały, o ile parlament uchwali rządową propozycję, że rozmieszczą siły policyjne wzdłuż swojej południowej granicy po 15 września, aby opanować napływ uchodźców. "To nie jest 150 tys., jakie chcą rozdzielić systemem kwotowym, to nie jest 500 tys. - liczba jaką słyszałem w Brukseli, to są miliony, a potem dziesiątki milionów, ponieważ morze imigrantów nie ma końca" - uzasadniał węgierski premier Viktor Orban.
Kraje UE zmagają się obecnie z falą imigrantów, która wywołała w Europie najostrzejszy kryzys migracyjny od II wojny światowej. Uciekinierzy - głównie z Afryki i Bliskiego Wchodu - napływają przez Morze Śródziemne, a ostatnio także przez Bałkany Zachodnie. Według danych, ogłoszonych w piątek przez Urząd Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców (UNHCR), ponad 300 tysięcy imigrantów i uchodźców przedostało się przez Morze Śródziemne od początku roku. Około 200 tys. dotarło do Grecji, a ok. 110 tys. do Włoch; ponad 2,5 tys. ludzi zginęło na morzu, próbując dotrzeć do Europy. 

Rzecznik UNHCR w Polsce Rafał Kostrzyński zwrócił uwagę w wywiadzie dla PAP, że cała UE, która jest jedną z najbogatszych gospodarek świata, przyjęła w tym roku mniej uchodźców niż np. Irak, który jest toczony wojną. Jeśli chodzi o konflikt syryjski, UE bierze na siebie ciężar, który jest symboliczny w porównaniu z tym, który biorą na siebie kraje sąsiadujące z Syrią - podkreślił.

(mal)