W Turkmenistanie zakończyły się wybory prezydenckie. Obywatele wybierali nowego przywódcę po śmierci, w ubiegłym roku, Saparmurata Nijazowa. Od wielu tygodni nikt nie ma jednak wątpliwości, że wygra obecny p.o. prezydenta – Kurbanguły Bedymchammedow.

Turkmeńska opozycja wzywa Stany Zjednoczone, aby zaapelowały do władz o przeprowadzenie sprawiedliwych wyborów prezydenckich w tym kraju zaplanowanych na 11 lutego. czytaj więcej

Nie wiadomo, jak ten wybór wpłynie na życie całego kraju. Obserwatorzy sądzą, że zmian będzie bardzo niewiele. W najlepszym wypadku nieco łatwiej będzie wyjechać za granicą, ale jeśli władze uznają, że zagraża to ich stabilności, natychmiast zaostrzą kurs.

Dla świata znacznie ważniejsze jest, z kim będzie sympatyzował Turkmenistan, który jest gigantycznym, naturalnym magazynem gazu ziemnego. Specjaliści sądzą, że kraj ten może stać się przedmiotem wielkiej rozgrywki między Stanami Zjednoczoną, Europą, Rosją i Chinami.

Wybory w republice przypominały te z epoki ZSRR – nie było niezależnych obserwatorów, zagranicznych dziennikarzy, nie prowadzono też żadnych sondaży.