Tureckie samoloty zbombardowały pozycje Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) w irackim Regionie Kurdystanu. Atak ten nastąpił w dzień po kurdyjskim referendum niepodległościowym w Iraku. Turcja ostro protestowała przeciwko organizacji referendum. Lotnictwo tureckie zbombardowało okolice Zap i Awasin, na terenach administrowanych przez kurdyjski Rząd Regionalny.

Zdjęcie ilustracyjne /JAGADEESH NV /PAP/EPA

Według tureckich mediów, celem były składy broni i amunicji PKK. Brak jest informacji na temat ofiar.

Podobny atak tureckiego lotnictwa miał miejsce 11 września. Wtorkowy nalot nastąpił dzień po kurdyjskim referendum niepodległościowym, po którym władze tureckie zagroziły użyciem siły lub blokadą granic z irackim Regionem Kurdystanu w celu niedopuszczenia do niepodległości Kurdystanu. 

Podano wstępne wyniki referendum ws. niepodległości Kurdystanu

Prawie 96 procent głosujących w referendum opowiedziało się za niepodległym Kurdystanem - to pierwsze wyniki exit polls, podane przez kurdyjską telewizję Rudaw. Tymczasem z każdą kolejną godziną rośnie napięcie w regionie - w związku ze sprzeciwem wobec referendum wyrażanym przez władze Iraku, Turcji, Iranu i Syrii. Groźby, jak na razie, dotyczą politycznej i gospodarczej izolacji Kurdystanu, ale coraz większą rolę odgrywa także presja o charakterze militarnym. Premier Iraku Hajdar al-Abadi wydał już rozkaz powrotu armii irackiej na tereny w Iraku, które są pod kontrolą kurdyjskiej Peszmergi, a na granicy trwają także manewry iracko-tureckie. 

Prawie 96 procent głosujących w referendum opowiedziało się za niepodległym Kurdystanem - to pierwsze wyniki exit polls, podane przez kurdyjską telewizję Rudaw. 

Referendum niepodległościowe w irackim Kurdystanie zakończyło się w poniedziałek o godz. 19 czasu lokalnego (godz. 18 w Polsce). Według Niezależnej Wysokiej Komisji ds. Wyborów i Referendum w Kurdystanie, frekwencja wyniosła co najmniej 76 proc. Pełen wyniki referendum będą znane w ciągu 72 godzin.

Na kartach do głosowania umieszczone zostało jedno pytanie, napisane w czterech językach używanych na obszarze głosowania: kurdyjskim, arabskim, asyryjskim i turkmeńskim. Brzmi ono: "Czy chcesz by Region Kurdystanu oraz kurdyjskie tereny poza administracją Regionu, stały się niepodległym państwem?".

Referendum zorganizowano w czterech prowincjach, tworzących Region Kurdystanu w Iraku (Irbil, As-Sulajmanijja, Dahuk, Halabdża) oraz w części czterech innych prowincji, tj. w Sindżarze i Równinie Niniwa w prowincji Niniwa, niemal całej prowincji Kirkuk (poza dystryktem Hawidża), dystrykcie Tuz Churmatu w prowincji Salah ad-Din oraz w dystryktach Chanakin i Kifri, a także w mieście Mandali w prowincji Dijala. Głosowanie poza Regionem Kurdystanu wywołuje szczególny sprzeciw władz centralnych w Bagdadzie.

Napięta sytuacja na granicach Kurdystanu

Wrogości wobec referendum nie kryją także także Turcja, Iran i Syria. Prezydent Recep Tayyip Erdogan już ogłosił, że jego armia jest gotowa do militarnej interwencji w regionie. Nasze wojska nie bez powodu stoją na granicy z Irakiem- oświadczył turecki przywódca. Wczoraj Erdogan zagroził nawet, że Ankara zablokuje rurociągi, którymi płynie ropa z tego regionu.

Z kolei Iran, na prośbę irackiego rządu, zamknął granicę lądową i powietrzną z irackim Kurdystanem. Już w niedzielę irańskie władze ogłosiły wstrzymanie wszystkich irańskich połączeń lotniczych z miastami Irbil i As-Sulajmanijja, a także wszystkich połączeń z irackiego Kurdystanu przez Iran.

W niełatwym położeniu znalazły się Stany Zjednoczone. Waszyngton stąpa po dyplomatycznym polu minowym. Z jednej strony, Amerykanie wyrażają głębokie niezadowolenie z powodu referendum, ale go nie potępiają, by nie dać pretekstu do reakcji sąsiadom Kurdystanu.

Kurdów wspiera jedynie Izrael - w sensie militarnym, ekonomicznym i wywiadowczym, i to już od lat 60. Wczoraj wyrazy poparcia nadeszły ze zdominowanego przez syryjskich Kurdów Demokratycznego Systemu Federalnego Północnej Syrii (DSFPS). Jego władze zapowiedziały, że wesprą iracki Kurdystanu w przypadku ewentualnego zagrożenia.

Premier Iraku chce wysłać wojsko na sporne tereny

Premier Iraku Hajdar al-Abadi wydał w poniedziałek wieczorem rozkaz powrotu armii irackiej na tereny sporne w Iraku, czyli te, które są obecnie pod kontrolą kurdyjskiej Peszmergi i gdzie odbyło się w poniedziałek kurdyjskie referendum niepodległościowe.

Tereny sporne to przede wszystkim prowincja Kirkuk, Sindżar i Równina Niniwy w prowincji Niniwa, Chanakin w prowincji Dijala oraz Tuz Churmatu w prowincji Salahaddin. Armia rządowa opuściła te tereny, gdy w 2014 roku na Irak napadło Państwo Islamskie (ISIs). 

Premier wydał rozkaz po decyzji parlamentu irackiego w tej sprawie. Ostro skrytykował to gubernator Kirkuku Nedżmetin Karim, który stwierdził, że deputowani, którzy głosowali za tą decyzją, "wysyłają na śmierć czyjeś dzieci, sami siedząc i tworząc wielkie kłamstwa". W Kirkuku, w którym w kurdyjskim referendum niepodległościowym wzięło udział 78 proc. uprawnionych, zaraz po zakończeniu głosowania wprowadzono stan wyjątkowy.

Rozkaz premiera Iraku poparły szyickie Oddziały Mobilizacji Ludowej (PMF), które zadeklarowały gotowość do walki o Kirkuk. Kurdowie wykluczają natomiast możliwość wycofania się z tej prowincji. 

Jeszcze w niedzielę informowano o porozumieniu między armią iracką a Peszmergą w sprawie wspólnych działań przeciwko Państwu Islamskiemu w Hawidży, znajdującej się w zachodniej części prowincji Kirkuk. 

Zdaniem niektórych przedstawicieli władz Regionu Kurdystanu realizacja tego rozkazu, podobnie jak wcześniejszych zapowiedzi premiera Iraku dotyczących przejęcia kontroli nad granicami, jest wysoce wątpliwa. 

Kurdowie w Iranie manifestują poparcie dla referendum w irackim Kurdystanie

Tysiące Kurdów wyszły na ulice kilku miast w ostanie (prowincji) Kurdystan na zachodzie Iranu w geście poparcia dla Kurdów w Iraku, którzy głosowali w poniedziałek w historycznym referendum niepodległościowym.

Wiece odbyły się w nocy z poniedziałku na wtorek w miastach Bane, Saghez i stolicy irańskiego Kurdystanu - Sanandadż - podaje agencja Associated Press.

Na filmikach, zmieszczonych w internecie przez demonstrujących widać, jak uczestnicy manifestacji wymachują telefonami komórkowymi i wyrażają swe poparcie dla Kurdów w sąsiednim Iraku.

Informacje o demonstracjach potwierdziła we wtorek irańska telewizja państwowa, co - jak zauważa AP - jest rzadkością w tym kraju. 

(ph)