„Chcą, żebym przeciął wstęgę? Nic z tego” - takim wpisem na Twitterze amerykański prezydent Donald Trump odwołał zapowiedzianą na luty wizytę w Wielkiej Brytanii. Oficjalnym powodem przyjazdu miało być uroczyste otwarcie nowego budynku ambasady, jaki powstał w Londynie za sumę ponad miliarda dolarów.

Donald Trump zaproszenie do odwiedzenia Wielkiej Brytanii otrzymał od Theresy May /Felipe Trueba /PAP/EPA

W piątek rano Trump napisał na Twitterze, że nie przyjedzie do Wielkiej Brytanii, bo nie jest zadowolony z tego, iż "administracja (jego poprzednika Baracka) Obamy sprzedała prawdopodobnie najlepiej ulokowaną i najwspanialszą ambasadę w Londynie za półdarmo tylko po to, by wybudować nową za 1,2 mld dolarów w jakieś dalekiej lokalizacji". Trump dodał, że to "zły deal" i podkreślił: "chciano, żebym przeciął wstęgę - nie ma mowy!".

 

Wbrew temu, co napisał amerykański prezydent, decyzja o przeniesieniu amerykańskiej ambasady w Londynie w nowe miejsce została podjęta w październiku 2008 roku, jeszcze za prezydentury George'a W. Busha.

Przyjazd Trumpa nad Tamizę, do którego nie dojdzie, ma długą historię. Początkowo został zaproszony do złożenia państwowej wizyty, łącznie ze spotkaniem u królowej Elżbiety II. Takie zaproszenie wystosowała w Waszyngtonie brytyjska premier Theresa May, która jako pierwszy zachodni przywódca odwiedziła Trumpa w Białym Domu. Wszyscy pamiętają, jak Trump razem z May pojawili się w ogrodach prezydenckiej rezydencji trzymając się pod rękę.

Rzecznik brytyjskiej premier Theresy May powiedział, że mimo decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o odwołaniu udziału w lutowej ceremonii otwarcia nowej ambasady USA w Londynie, będzie on zawsze mile widziany w Wielkiej Brytanii.

Innym elementem spekulacji obserwatorów na temat odwołania wizyty Donalda Trumpa, jest zbliżający się ślub księcia Harry’ego z amerykańską aktorką Meghan Markle. Lista gości nie została jeszcze opublikowana, ale wątpliwe, by znalazł się na niej obecny prezydent USA. Niewykluczone natomiast, że na uroczystość na zamku w Windsorze zostanie zaproszony Barack Obama, który jest symbolem wszystkiego, z czym Donald Trump w Wielkiej Brytanii się nie kojarzy.

Planowana wizyta Trumpa wzbudzała duże kontrowersje w Wielkiej Brytanii, odkąd w styczniu 2017 roku May przekazała mu formalne zaproszenie. Sprzeciw wobec przyjazdu Trumpa nasilił się w szczególności po jego krytycznych wypowiedziach pod adresem brytyjskiej premier i burmistrza Londynu Sadiqa Khana oraz gdy w mediach społecznościowych udzielił poparcia radykalnie antymuzułmańskiej organizacji Britain First.

Według grudniowego sondażu BMG Research dla dziennika "The Independent" wycofania zaproszenia dla obecnego prezydenta USA domagało się aż 48 proc. ankietowanych Brytyjczyków. Przeciwnego zdania było zaledwie 31 proc., a 21 proc. nie miało zdania. 

(ag+j.)