Nieustające od roku ataki somalijskich dżihadystów wyludniły plaże wokół Lamu i Mombasy, boleśnie godząc w kenijską turystykę.

Ataki w turystycznych miejscowościach w Kenii: Strzelali na oślep

Co najmniej 29 osób zginęło w dwóch atakach przeprowadzonych w nocy z soboty na niedzielę przez bandy uzbrojonych mężczyzn na wschodzie Kenii - poinformowało kenijskie ministerstwo spraw wewnętrznych. Do napaści przyznał się islamistyczny Al-Szabab z Somalii. czytaj więcej

Złe czasy dla kenijskiej turystyki zaczęły się przed rokiem, gdy we wrześniu oddział somalijskich talibów z ugrupowania Al-Shabab zaatakował centrum handlowe Westgate w Nairobi. W strzelaninie i zamachach bombowych, o których opowiadały wszystkie telewizje i gazety świata, zginęło wtedy 67 osób, a ponad 200 zostało rannych.

Już wtedy pojawiły się głosy, że Kenia nie jest najbezpieczniejszym miejscem na wakacje, a anonimowi zachodni dyplomaci z Nairobi narzekali, że kenijskie siły bezpieczeństwa, szkolone i zbrojone przez USA, Wielką Brytanię i Izrael są do niczego, i nie radzą sobie w starciu z partyzantami z Somalii.

Tymczasem zapatrzeni w Al-Kaidę somalijscy dżihadyści już wcześniej grozili, że przyniosą do Kenii wojnę, tak jak kenijskie wojsko przyniosło ją do Somalii. Stało się to w 2011 r., kiedy kenijska armia najechała na południową Somalię, by do spółki z wojskami pokojowymi Unii Afrykańskiej i Etiopii rozbić ostatecznie partyzantkę Al-Shabab głoszącą świętą wojnę i zagrażającą bezpieczeństwu całego regionu. Somalijscy talibowie już wtedy próbowali zarabiać na wojnę, porywając dla okupu zagranicznych turystów z kenijskiego Lamu.

Po długim oblężeniu kenijscy żołnierze zdobyli port Kismayo, ostatnią twierdzę Al-Shabab na południu Somalii i ich jedyne okno na świat oraz źródło zaopatrzenia. Somalijscy talibowie poprzysięgli Kenii zemstę i od tamtego czasu coraz częściej urządzali zasadzki na wojskowe patrole przy granicy, a nawet dokonywali zamachów bombowych w Nairobi i Mombasie.

Wiosną kenijskie władze urządziły pacyfikację somalijskich dzielnic w Nairobi, by wyłapać wszystkich podejrzanych o konszachty z Al-Shabab. Aresztowano wtedy ponad 4 tys. osób, a prawie pół tysiąca z nich zostało siłą odesłanych do Somalii.

Zwracając się przeciwko Somalijczykom, kenijskie siły bezpieczeństwa niedwuznacznie dały do zrozumienia, że za zagrażającą bezpieczeństwu kraju działalnością terrorystyczną i wywrotową stoi cała wspólnota kenijskich muzułmanów.

Muzułmanie stanowią w Kenii ok. 10 proc. 40-milionowej ludności i mieszkają głównie na wschodnim wybrzeżu, ciągnącym się od granicy z Somalią przez Lamu i Mombasę po należącą do Tanzanii wyspę Zanzibar. Wybrzeże jest turystycznym zagłębiem, a tutejsze hotele, plaże i parki narodowe przynoszą znaczne dochody gospodarce kraju.

Perspektywa zysku ściągnęła na wybrzeże przybyszów z innych części kraju, głównie Kikujuów, największego z kenijskich ludów, od lat odgrywającego największą rolę w miejscowej polityce.

Muzułmanie z wybrzeża od lat narzekają, że zaradny i bogaty lud Kikuju, korzystając z politycznej władzy, zabiera im ziemię i posady, i w ogóle traktuje jako obywateli drugiej kategorii.

Znając doskonale miejscowe nastroje, wiosną talibowie z Al-Shabab uderzyli zarówno w Nairobi, jak na wybrzeżu. Od połowy czerwca, w przeddzień otwarcia sezonu turystycznego, w strzelaninach i zamachach bombowych w Nairobi, a także okolicach Mombasy, Malindi i Lamu zginęło ponad 100 ludzi.

Napastnicy wybierali na cel chrześcijan i Kikujuów w nadziei, że sprowokują odwet władz, a to z kolei nastawi przeciwko nim muzułmanów i wywoła nowy konflikt etniczny, jak ten z 2008 r., kiedy po wyborach prezydenckich doszło do wojny domowej między Kikujami, a Luo i Kalendżinami.

Obawiając się zamachów i rozruchów, już w maju USA i Wielka Brytania zaczęły odradzać swoim obywatelom wakacje na kenijskich plażach i safari w parkach narodowych. W ślady rządów poszły wielkie biura turystyczne, jak TUI, Thomson czy First Choice, które na własny koszt zaczęły wywozić swoich klientów z Mombasy i Lamu, oferując im pobyt w innych okolicach Kenii czy Afryki. W połowie maja, po kolejnej serii zamachów w Mombasie, wakacje w Kenii przerwało prawie tysiąc turystów z Wielkiej Brytanii.

Właściciele sieci hoteli Serena na wybrzeżu narzekają, że mimo pełni sezonu (potrwa do końca września), mają gości o połowę mniej niż zwykle. Nawet w odległych od wybrzeża parku narodowym Masai Mara czy okolicach góry Kenya zagranicznych gości jest o jedną piątą mniej niż co roku.

Na domiar złego zagranicznych przybyszów odstraszyły w lipcu zabójstwa w Mombasie turystek z Rosji i Niemiec. W lipcu pół setki swoich współpracowników, ze względów bezpieczeństwa, wycofał - do odwołania - nawet amerykański Korpus Pokoju.
(j.)