Historia dowodzi, że próby sytuowania Polski na linii konfrontacji zawsze doprowadzały do tragedii - twierdzi stały przedstawiciel Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin i ostrzega przed konsekwencjami rozmieszczenia na naszym terytorium elementów tarczy antyrakietowej.

Według niego przykładem tego jest druga wojna światowa. Rogozin podkreślił, że oczekiwał od rządu Donalda Tuska o wiele bardziej przemyślanych decyzji. To reakcja na rezultat wizyty ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Stanach Zjednoczonych. Szef MSZ przywiózł zza Oceanu obietnicę przyspieszenia negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej.

Radosław Sikorski i amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice ogłosili w Waszyngtonie, że jest ogólne porozumienie w sprawie budowy wyrzutni rakiet i amerykańskiej pomocy dla polskiego wojska. Teraz ustalane mają być szczegóły umowy. Na początek marca zapowiedziano wizytę w Stanach... czytaj więcej

Rosjanie zakładali, że nowy polski rząd nie tyle powie Amerykanom „nie”, co przeciągnie negocjacje do wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Po wyborach tarcza antyrakietowa mogłaby przestać być amerykańskim priorytetem. Ten czas był Rosji niezbędny do prowadzenia własnej gry z Waszyngtonem, by za zgodę na tarczę uzyskać maksymalnie dużo.

Słów Rogozina nie należy jednak przeceniać. Słynie on bowiem z ostrego, konfrontacyjnego języka, ale tak naprawdę o niczym nie decyduje. Niemniej Polska, biorąc pod uwagę ton rosyjskich komentarzy, ponownie stała się krajem nieprzyjaznym, wręcz wrogim, a to nie wróży dobrze wizycie Tuska w Moskwie. Polski premier odwiedzi Rosję w najbliższy piątek.

Inaczej sprawę postrzegają brytyjscy komentatorzy. Polski rząd oparł się rosyjskim naciskom w sprawie tarczy antyrakietowej, a jego twardsze stanowisko w rozmowach ze Stanami Zjednoczonymi zaczyna przynosić pozytywne efekty - pisze brytyjski "Sunday Telegraph" nawiązując do niedawnej wizyty Radosława Sikorskiego w Waszyngtonie.