​Firma odzieżowa H&M co roku spala kilka ton nowych ubrań w miejskich systemach grzewczych w Szwecji - do takich informacji dotarli dziennikarze śledczy szwedzkiej telewizji SVT.

Zdj. ilustracyjne /Erich Häfele / CHROMORANGE /PAP/EPA

Według informacji dziennikarzy, w samym 2016 roku firma spaliła 19 ton odzieży. To dwa razy więcej niż w sąsiedniej Danii, gdzie podobne dochodzenie przeprowadziła telewizja TV2. Tam H&M spalił w ubiegłym roku 9,6 ton nowych rzeczy.

Według telewizji SVT, przez ostatnie pięć lat odzież była spalana w specjalnym miejscu w elektrociepłowni w mieście Vasteras. Sama firma tłumaczy, że chodzi o produkty, które zostały zniszczone podczas transportu, uszkodzone przez wodę lub pleśń, albo zawierały dużą ilość chemikaliów.

Naszym obowiązkiem wobec klientów i obowiązkiem prawnym jest nie sprzedawanie szkodliwych produktów w sklepach. Chcemy, by nasze produkty były używane jak najdłużej - powiedziała przedstawicielka H&M Cecilia Stromblad Brannsten. 

Zaznaczyła, że firma uważa spalanie ubrań za duży problem i z całą pewnością chce go rozwiązać. Dodają także, że spalanie odzieży jest częścią "globalnej polityki" firmy. Dziennikarze wyliczają, że jeśli również w innych krajach dochodzi do takich sytuacji, to każdego roku na świecie firma spala 400 ton nowych ubrań. 

Jak informuje SVT, H&M zapowiadał, że do 2020 roku przestanie wykorzystywać niektóre z substancji chemicznych, stosowanych przy produkcji odzieży.

Pierwsze co mnie uderza, to dlaczego w tych produktach jest tyle chemikaliów, że nie można ich sprzedać? To znak czegoś, co jest moim zdaniem problematyczne - mówiła szwedzka minister środowiska Karolina Skog.

(az)