Strzały w okolicy paryskiego Luwru. Uzbrojony w nóż i maczetę mężczyzna zaatakował patrol wojskowy w pobliżu muzeum. Żołnierze otworzyli ogień i ranili napastnika w brzuch i nogi. Jak donosi paryski korespondent RMF FM Marek Gładysz, terrorysta krzyczał po arabsku "Allah jest wielki!".

Francuskie służby po zamachu, który miał miejsce przy wejściu do podziemnej galerii handlowej tuż obok paryskiego Luwru /IAN LANGSDON /PAP/EPA

Atak miał miejsce przy wejściu do podziemnej galerii handlowej tuż obok paryskiego Luwru. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna usiłował tam wejść z dwoma plecakami - żołnierze prawdopodobnie chcieli poddać ich zawartość kontroli i wtedy napastnik wyjął nóż i maczetę i ich zaatakował. Najpierw wojskowi bezskutecznie próbowali obezwładnić go bez użycia broni palnej, późnej oddali strzały: pięć pocisków trafiło mężczyznę w brzuch i nogi, w stanie krytycznym trafił do szpitala. Lekko ranny w głowę jest jeden z żołnierzy.

Saperzy obawiali się, że mężczyzna mógł przenosić w plecakach ładunki wybuchowe, ale - według policji - niczego takiego w środku nie znaleziono.

Napastnik nie miał przy sobie żadnych dokumentów tożsamości.

Po zamachu zatrzymano jeszcze jedną osobę, ale - jak twierdzą źródła we francuskiej policji - prawdopodobnie nie ma ona żadnego związku z atakiem.

Jak donosi Marek Gładysz, nadal trwa ewakuacja turystów z Luwru, okoliczne ulice i stacje metra są zamknięte.

Premier Bernard Cazeneuve ma odbyć naradę z szefami służb specjalnych. MSW ostrzega, że poziom zagrożenia terrorystycznego jest we Francji ciągle bardzo wysoki.

(e)