Sprawca ataku na ekspres Amsterdam-Paryż usłyszał zarzuty - m.in. działalności terrorystycznej i próby zabójstwa ponad pół tysiąca pasażerów. Grozi mu dożywocie. Paryska prokuratura ujawniła, że tuż przed atakiem 26-letni islamski ekstremista Ayoub El Khazzani oglądał w internecie film wzywający muzułmanów do dżihadu.

To oni obezwładnili napastnika /Etienne Laurent (EPA) /PAP/EPA

Paryski prokurator ujawnił też, że - oprócz karabinu automatycznego, pistoletu, amunicji i noża - marokański terrorysta miał również w walizce niewielką butelkę z benzyną.

Sekcja antyterrorystyczna paryskiej prokuratury nie wyklucza również, że mógł mieć wspólnika lub wspólników. Zapłacił bowiem aż 149 euro za bilet w pierwszej klasie, choć twierdzi, że był bezrobotny i bezdomny. Już po jego aresztowaniu ktoś zamknął także jego konto na jednym ze znanych portali społecznościowych. Miał również telefon komórkowy, którego linia zaczęła działać kilka godzin przed atakiem.

Według prokuratury jest jasne, że Ayoub El Khazzani kłamał, twierdząc w czasie przesłuchań, że nie jest terrorystą i że chciał "tylko" dokonać napadu rabunkowego na pociąg. 26-latek chciał prawdopodobnie otrzymać mniejszy wymiar kary. Najpierw zeznał, że znalazł przypadkiem walizkę z bronią i amunicją w miejskim parku w Brukseli, w którym spał, bo był bezdomny.

Według belgijskiej policji - mieszkał jednak w mieszkaniu swojej siostry w Brukseli - wykazała to przeprowadzona tam rewizja. Kiedy francuscy śledczy zaczęli wytykać mu kłamstwa, Marokańczyk odmówił dalszych zeznań.

Ayoub El Khazzani był uzbrojony w karabin automatyczny, pistolet i nóż. W worku miał zapas amunicji, a w walizce na kółkach - m.in. butelkę z benzyną. Najpierw bezskutecznie próbował obezwładnić go 28-letni francuski pracownik banku, który zobaczył uzbrojonego napastnika wychodzącego z pociągowej toalety z nagim torsem i karabinem automatycznym typu AKM. Później udało się to dwóm amerykańskim żołnierzom, którym pomogło kilku innych pasażerów.

Według francuskich mediów - do masakry nie doszło tylko dlatego, że karabin automatyczny marokańskiego terrorysty zaciął się w czasie ataku. Potwierdzić to miał w czasie przesłuchań sam napastnik. Media podkreślają, że dwóch żołnierzy przebiegło w wagonie kilkanaście metrów, by obezwładnić terrorystę, który trzymał karabin. Marokańczyk nie zaczął jednak do nich strzelać - właśnie dlatego, że jego karabin się zaciął. Bronił się następnie strzelając z pistoletu i zadając ciosy nożem. Według lekarzy, życiu francuskiego nauczyciela, który pomagał Amerykanom w obezwładnieniu terrorysty i który został postrzelony w plecy, nie zagraża niebezpieczeństwo - choć ma przestrzelone płuco i ciągle jest w szpitalu w Lille. Jeden z amerykańskich żołnierzy - raniony nożem w szyję i rękę - był operowany, ale przebywał w szpitalu tylko niecałe dwa dni.

Według hiszpańskich służb specjalnych - Ayoub El Khazzani jest powiązany z islamskimi organizacjami terrorystycznymi. Został złapany przez policję, kiedy pociąg zatrzymał się na stacji we francuskim Arras. Jak poinformował agencję Associated Press anonimowy członek hiszpańskich służb antyterrorystycznych - napastnik do 2014 r. miał mieszkać w Hiszpanii. Następnie przeprowadził się do Francji, skąd podróżował do Syrii. Terrorysta zeznał, że mieszkał kolejno w Hiszpanii, Niemczech, Austrii, Francji i Belgii.

Ekspres Thalys jechał w ostatni piątek z Amsterdamu do Paryża. Do ataku doszło, kiedy pociąg przejeżdżał przez terytorium Belgii. Firma Thalys, w której 60 proc. udziałów mają francuskie koleje publiczne, zapewnia połączenia kolejowe między Francją, Belgią, Holandią i Niemcami.