Około czterech tysięcy osób opuściło domy, by uciec przed wielkim pożarem lasu, który w ciągu weekendu strawił co najmniej 1,2 tys. ha w Kalifornii. Spłonęło kilkanaście domów i przedsiębiorstw. Pożar szaleje dalej. Walczy z nim ponad tysiąc strażaków.

Pożary szaleją także m.in. w Hiszpanii i Portugalii. /PAP/EPA/BRAIS LORENZO /PAP/EPA

Pożar, nazwany Clayton Fire, wybuchł ok. 160 km na północ od San Francisco. Płoną rosnące tam dęby, a także zarośla i trawy. Rozprzestrzenianiu ognia sprzyja rekordowa susza panująca w tym roku w Kalifornii, a także trwające upały.

W niedzielę wieczorem władze szacowały, że zaledwie 5 proc. pożaru jest pod kontrolą. Ogień szybko przesuwa się na północ, zagrażając kolejnym domom.

W ubiegłym roku w tym samym regionie szalał wielki Valley Fire, w wyniku którego spłonęło 31 tys. ha lasów i zarośli. Życie straciły cztery osoby. Zniszczonych zostało ok. 1,3 tys. domów.

Bardziej na południe, strażacy w 60 proc. kontrolują trwający od 22 lipca pożar Soberanes Fire, który kosztował życie operatora buldożera. Spłonęło tam ok. 29 tys. ha. Do walki z żywiołem zmobilizowano 4,1 tys. strażaków.

APA