Setki migrantów koczują na ulicach w Rzymie i Mediolanie, przy stacji kolejowej w Como i na skałach w mieście Ventimiglia przy granicy z Francją. Władze szukają rozwiązania tego problemu i miejsc dla ludzi śpiących pod gołym niebem.

zdjęcie ilustracyjne /ORESTIS PANAGIOTOU /PAP/EPA

Najbardziej kryzysowa sytuacja, podobnie jak latem zeszłego roku, panuje w Ventimiglii, gdzie na nadmorskich skałach i na skwerach koczuje kilkuset migrantów, którzy przypłynęli do Włoch i chcą przedostać się do Francji.

Śpią na kamieniach, okupują las i miejskie place przy granicy. Migranci domagają się jej otwarcia i mówią o fatalnych warunkach panujących w tymczasowym ośrodku prowadzonym przez Czerwony Krzyż. Wielu próbuje przedostać się przez granicę, ale większość jest zatrzymywana przez francuskich żandarmów i odsyłana na włoską stronę.

W miniony weekend protest w mieście nasilił się. Włoska policja użyła gazu łzawiącego, by nie dopuścić 300 ludzi do granicy. W czasie zajść na zawał zmarł włoski policjant. Wyjaśniono od razu, że jego śmierć nie miała związku z wydarzeniami na granicy.

Szef włoskiej policji Franco Gabrielli, który po tych zajściach odwiedził Ventimiglię, oświadczył, że koczujący w tym mieście migranci muszą je opuścić i że trzeba umieścić ich w innym miejscu. Sytuacja jest poważna - przyznał. Liczba przybywających tam z południa Włoch migrantów stale rośnie. We wtorek poinformowano, że jest ich prawie 600.

Gabrielli zarazem wyraził przypuszczenie, że taka sytuacja potrwa co najmniej do końca lata, tak jak przed rokiem.

Coraz większy niepokój lokalnych władz budzi też to, co dzieje się w Como w Lombardii, gdzie w okolicach stacji kolejowej koczuje w fatalnych warunkach sanitarnych około 500 migrantów, także nieletnich, którzy chcą przedostać się przede wszystkim do Szwajcarii. Przez tamtejsze służby są odsyłani z granicy.

W Rzymie najwięcej koczujących migrantów zgromadziło się w miejscu zamkniętego przez władze z powodów bezpieczeństwa ośrodka pomocy Baobab niedaleko stacji kolejowej Tiburtina. Prasa zauważa, że mimo obietnic władze Wiecznego Miasta z nową burmistrz Virginią Raggi dalej nie znalazły rozwiązania tej coraz trudniejszej sytuacji.

Burmistrz Mediolanu Giuseppe Sala w związku z masowym napływem migrantów z włoskich wybrzeży oświadczył we wtorek, że nie wyklucza umieszczenia ich w namiotach. Szacuje się, że pod gołym niebem śpi tam około 3300 osób. Być może do miasta przewiezieni zostaną również migranci z Ventimiglii i Como

APA