Prezydent Francji Nicolas Sarkozy oświadczył, że jego kraj będzie brał udział w międzynarodowej operacji przeciwko reżimowi libijskiego przywódcy Muammara Kaddafiego aż do samego końca. Dodał, że zaangażowanie militarne Francji "pozostanie stałe". Wojska francuskie odgrywają dużą rolę w trwającej już pięć miesięcy operacji sił międzynarodowych pod dowództwem NATO.

Sarkozy podkreślił, że nie ma innego wyboru, jak tylko "dotrwać do końca tej misji". Kampania przeciwko Kaddafiemu od pewnego czasu znajduje się w martwym punkcie, a publiczne poparcie we Francji dla kosztownej operacji międzynarodowej stale słabnie - podała agencja AP.

Sarkozy przemawiał na pokładzie lotniskowca "Charles de Gaulle", który pełnił służbę u wybrzeży libijskich i miał duże znaczenie w kampanii sił międzynarodowych. Lotniskowiec powraca do macierzystego portu w Tulonie ze względu na konieczność przeprowadzenia prac konserwacyjnych.

Rebelia w Libii wybuchła w Bengazi na wschodzie kraju przed pięcioma miesiącami, lecz Kaddafi wciąż utrzymuje się u władzy w Trypolisie, mimo intensywnej operacji sił powietrznych NATO, które - zgodnie z mandatem ONZ - chronią przed atakami ludność cywilną.