​Na plaży w Kołobrzegu wywołały wielką sensację, ale tak naprawdę niewiele brakowało, a padłyby z głodu. Dwa czarne łabędzie musiały zostać schwytane. Ptaki trafiły do Szczecina do ośrodka Fundacji Dzika Ostoja.

Czarny łabędź w Kołobrzegu /Michał Kudawski/Fundacja na Rzecz Zwierząt Dzika Ostoja /

Czarne łabędzie to gatunek pochodzący z Australii. Ptaki, które przyleciały do Kołobrzegu prawdopodobnie pochodzą z hodowli na terenie Niemiec. Widać, że są bardzo przyzwyczajone do człowieka. Na wolności sobie nie radzą. Ptaki były bardzo wychudzone, mięśnie zaczynały im zanikać, ptaki były źle karmione i osłabione. Nie miały siły by odlecieć, ani by bronić się przed łabędziami, które je oganiały od pożywienia czy od wody - opowiada Marzena Białowolska z "Dzikiej Ostoi".

Łabędzie trzeba było schwytać, dochodzą do formy w ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt w Szczecinie. Uczymy je teraz jeść coś innego niż chleb. Widać, że do jedzenia chleba ptaki były przyzwyczajone, ale to dla nich szkodliwy pokarm. Teraz dostają starte warzywa, ziarna zbóż i sałatę. Powoli się przestawiają na właściwą dietę - dodaje Marzena Białowolska.

Czarne łabędzie na wolność już nie wrócą. Przede wszystkim dlatego, że prawo zabrania wypuszczania na wolność gatunków obcych. Po drugie - są tak przyzwyczajone do człowieka, że nie mają pojęcia jak szukać pokarmu na wolności. Opiekunowie ptaków szukają dla nich imion. Czarne łabędzie to samiec i samica, najprawdopodobniej są rodzeństwem.

(az)