W Warszawie rusza proces prawnika Stanisława S., Rosjanina z polskim obywatelstwem oskarżonego o szpiegostwo. Grozi mu do 10 lat więzienia. Interesował się budową Gazoportu oraz innymi polskimi inwestycjami energetycznymi. Aresztowano go dwa lata temu. Rosyjskie media zdradzają niektóre szczegóły polskiej operacji.

Polskie służby miały podsłuchiwać Stanisława S. już dwa lata przed aresztowaniem (zdj. ilustracyjne) /Monika Kamińska /Archiwum RMF FM

Polskie służby miały podsłuchiwać Stanisława S. już dwa lata przed aresztowaniem.

Rodzice Stanisława S. Siergiej i Łarisa mieszkają w Polsce. Ujawnili rosyjskim mediom, że synowi obywatelstwo polskie przyznano zaledwie 8 miesięcy przed zatrzymaniem, czyli gdy był już rozpracowywany. Ich zdaniem to celowe działanie, bo teraz rosyjscy dyplomaci niewiele mogą zrobić dla ich syna.

Według nich syn jest ofiarą antyrosyjskiej histerii i nigdy nie ukrywał, że jest członkiem partii Władimira Putina oraz że posiada kontakty i z rosyjską ambasadą, i Dumą, czyli niższą izbą rosyjskiego parlamentu.

Jak twierdzą, oskarżenie opiera się na zeznaniach polskiego funkcjonariusza służb specjalnych i nie ma, ich zdaniem, innych dowodów winy Stanisława S.

Cytowani przez agencję Ria Novosti rodzice Stanisława S. przyznają, że w areszcie ich syn ma bardzo dobre warunki. Przebywał w dwóch aresztach w Warszawie i w każdym miał w celi telewizor, radio oraz dostęp do prasy. Podczas widzeń z rodzicami zawsze towarzyszył im znający rosyjski funkcjonariusz ABW.

Rodzice zapewniają, że syn nie był szpiegiem, jednak zatrzymany w tym samym czasie podpułkownik Wojska Polskiego Zbigniew J. przyznał się do winy i został skazany na 6 lat więzienia za szpiegostwo na rzecz Rosji. Jego i Stanisława S. miała zwerbować ta sama osoba.


(j.)