Frank-Walter Steinmeier dziś oficjalnie zostanie wybrany prezydentem Niemiec. Kandydatów jest pięciu, ale nazwisko zwycięzcy znamy od dwóch miesięcy. Zaskoczenia nie będzie, bo to nie są wybory powszechne. Głosy oddadzą tylko parlamentarzyści i specjalni delegaci, wśród których nie brakuje gwiazd sportu i kultury.

Frank-Walter Steinmeier z żonę Elke /FILIP SINGER /PAP/EPA

Frank-Walter Steinmeier to polityk, który wkrótce zastąpi Joachima Gaucka.

Ten do niedawna szef niemieckiej dyplomacji, zwycięstwo ma zapewnione dzięki poparciu nie tylko swojej SPD, ale też CDU Angeli Merkel. Stąd kraje związkowe, które mogły wskazywać swoich delegatów na dzisiejsze głosowanie, szeroko sięgnęły po nazwiska spoza polityki, choćby trenera piłkarskiej reprezentacji Joachima Löwa, ale też komików, piosenkarzy i aktorów.

Nie zagłosuje za to były premier Szlezwiku Holsztynu, bo zachorował... jego jamnik.

Lewica wystawiła w wyborach naukowca zajmującego się tematem biedy; ksenofobiczna Alternatywa dla Niemiec polityka, który wcześniej 40 lat był w CDU, a Wolni Wyborcy sędziego, który w telewizji od 15 lat jest odpowiednikiem naszej Anny Marii Wesołowskiej. O kandydacie Partii Piratów wiadomo najmniej, zachwala go syn, jednocześnie satyryk i eurodeputowany, hasłem: Mój ojciec waszym ojcem.

Urzędujący prezydent Joachim Gauck zrezygnował z ubiegania się o reelekcję. 77-letni bezpartyjny polityk uzasadnił rezygnację swoim wiekiem. Gauck cieszył się nie tylko w swoim środowisku politycznym ogromną popularnością i wielkim autorytetem. Kanclerz Angela Merkel próbowała namówić go - bez powodzenia - do pozostania na stanowisku. 

Prezydent Niemiec pełni przede wszystkim obowiązki reprezentacyjne. Wybierany jest na pięć lat. Jego głównym orężem są przemówienia, w których odnosi się do najważniejszych problemów krajowych i międzynarodowych.

 (j.)