​Jestem zawiedziona, że Grupie Wyszehradzkiej nie udało się utrzymać spójności - powiedziała szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska komentując fakt, że Polska i Węgry opowiedziały się przeciwko dyrektywie o pracownikach delegowanych, a Czechy i Słowacja ją poparły.

Elżbieta Rafalska podczas posiedzenia Rady Europejskiej /JULIEN WARNAND /PAP/EPA

Rada Unii Europejskiej przyjęła stanowisko ws. pracowników delegowanych przy sprzeciwie m.in. Polski i Węgier. Polska chciała, żeby dyrektywa nie odnosiła się bezpośrednio do transportu, jednak nie znalazło się to ostatecznie w propozycji Rady. Stanowisko pozostałych ministrów uczestniczących w posiedzeniu Rady UE poparły jednak Czechy i Słowacja.

Jestem zawiedziona, że Grupie Wyszehradzkiej nie udało się utrzymać spójności i że nie można było wypracować wspólnego stanowiska, które pokazałoby wspólnotę naszych działań. Jednak tak się w polityce zdarza i takie sytuacje już mnie bardzo nie zaskakują. Biorę to pod uwagę, że problem delegowania pracowników w największym stopniu dotyczy nas i polskich firm transportowych, ale też wyraźnie mówiliśmy, że dzisiaj bój nie dotyczył tylko polskich przedsiębiorców, tylko tak naprawdę swobody świadczenia usług i konkurencyjności wszystkich transportowych, unijnych firm, które stracą na konkurencyjności - powiedziała Rafalska dziennikarzom.

Zgodnie z przyjętym w poniedziałek stanowiskiem, państwa będą miały trzy lata na wdrożenie nowych przepisów od momentu, gdy zaczną one obowiązywać, a firmy będą mieć 4 lata na dostosowanie się od nich. Okres delegowania ustalono na 12 miesięcy, przy czym będzie można wystąpić w określonych przypadkach o dodatkowe 6 miesięcy.

Rafalska: Francja nie poszła na zbyt wiele ustępstw

Szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska powiedziała dziennikarzom, że na poniedziałkowej Radzie UE ws. pracowników delegowanych Francja nie przystała na "zbyt wiele ustępstw". Kompromisu w zakresie transportu w żadnym zakresie nie osiągnięto - podkreśliła minister.

Rada Unii Europejskiej przyjęła w poniedziałek stanowisko ws. pracowników delegowanych przy sprzeciwie m.in. Polski i Węgier. Polska chciała, żeby dyrektywa nie odnosiła się bezpośrednio do transportu, jednak nie znalazło się to ostatecznie w stanowisku Rady.
Rafalska była pytana, czy kraje, które były po drugiej stronie barykady, jak np. Francja zdecydowały się podczas negocjacji na ustępstwa.

Nie widziałam zbyt wielkiej woli ustępstw ze strony Francji. Oczywiście w przypadku długoterminowego delegowania Francja proponowała 12 miesięcy - skończyło się na okresie dłuższym, bo 18 miesięcy. Wysuwano tutaj argument, że przeciętne delegowanie odnosi się do 4-miesiecznego okresu - powiedziała. Dodała, że udało się też uzyskać dla dyrektywy 4-letni okres przejściowy.

Zaznaczyła jednak, że kluczową sprawą była kwestia transportu w odniesieniu do dyrektywy. Tego kompromisu w zakresie transportu w żadnym zakresie nie osiągnięto. Myślę, że tam była ta postawa nieustępliwości, a pozostawiono duży obszar do negocjacji w pozostałych dziedzinach - powiedziała.

W Luksemburgu w poniedziałek odbyło się posiedzenie Rady UE z udziałem ministrów krajów członkowskich ds. zatrudnienia w sprawie nowelizacji dyrektywy o pracownikach delegowanych. Państwa UE próbowały znaleźć kompromis w sprawie jej zapisów.

Ostatecznie dokumentu nie poparły Polska, Węgry, Litwa i Łotwa. Od głosu wstrzymały się Wielka Brytania, Irlandia i Chorwacja. Zgodnie z przyjętym stanowiskiem, państwa będą miały trzy lata na wdrożenie nowych przepisów od momentu, gdy zaczną obowiązywać, a firmy będą mieć 4 lata na dostosowanie się od nich. Okres delegowania ustalono na 12 miesięcy, przy czym będzie można wystąpić w określonych przypadkach o dodatkowe 6 miesięcy. 

(ph)