​Mieszkanie kandydata prawicy na prezydenta Francji Francois Fillona zostało przeszukane w ramach śledztwa dotyczącego fikcyjnego zatrudnienia żony i dwójki dzieci - podały media.

Francois Fillon /GUILLAUME HORCAJUELO /PAP/EPA

Według agencji AFP, która powołuje się na źródła związane ze śledztwem, do przeszukania paryskiego mieszkania polityka i jego żony Penelope doszło rano.

Jak podaje "Le Parisien", funkcjonariusze urzędu ds. walki z korupcją weszli do paryskiego mieszkania na wniosek trzech sędziów śledczych. W piątek przekazano im dochodzenie w sprawie ewentualnego sprzeniewierzenia funduszy publicznych, płatnej protekcji i niedopełnienia obowiązku deklaracji zarobków organom ds. przejrzystości życia publicznego.

Fillon oświadczył w środę, że choć 15 marca ma być postawiony w stan oskarżenia, to nie wycofa swojej kandydatury.

Niemal natychmiast po tej wypowiedzi ze sztabu jego kampanii odszedł Bruno Le Maire, szykowany na ministra spraw zagranicznych. Według przecieków medialnych nawet najbliżsi współpracownicy Fillona namawiają go, by zrezygnował.

W środę udział w kampanii zawiesiła centrowa partia Związek Demokratów i Niezależnych (UDI), która tego samego ranka zawarła "umowę wyborczą i rządową" z partią Fillona - Republikanie (LR).

W czwartek deputowani zbliżeni do byłego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego i byłego premiera Alaina Juppe, którzy byli rywalami Fillona w prawyborach, oraz ok. 20 merów z partii Republikanie lub z UDI podpisało manifest, w którym zwrócili się do kandydata, aby wycofał się z walki o najwyższy urząd w państwie.

Jedna z rzeczniczek Fillona Valerie Boyer oświadczyła, że rezygnacja nie jest możliwa, gdyż "nie ma żadnego planu B".

Fillonowi zarzuca się, że zatrudniał żonę jako asystentkę parlamentarną. Nie ma żadnych dowodów na wykonywanie przez nią pracy, która była bardzo wysoko wynagradzana. Miał też zatrudniać fikcyjnie dwoje swoich dzieci, gdy był senatorem.

Sprawa poważnie zaszkodziła Fillonowi i osłabiła jego szanse na prezydenturę; obecnie za faworyta uchodzi centrysta Emmanuel Macron, który według najnowszych sondaży ma w drugiej turze pokonać Marine Le Pen stosunkiem głosów 61 do 39.

(az)