Przespaceruje się po linie. 180 metrów nad ziemią

Niedziela, 2 listopada 2014 (08:27)

Jego spacer po linie nad Wielkim Kanionem śledziły na żywo, dzięki transmisji telewizyjnej, miliony osób na całym świecie. Nik Wallenda postanowił zaryzykować po raz kolejny. Dziś w nocy przejdzie po linie pomiędzy trzema budynkami w Chicago. Na wysokości prawie 180 metrów, bez zabezpieczenia, z zasłoniętymi oczami.

35-latek przejdzie z zachodniej wieży Marina City na rzeką Chicago do budynku Leo Burnett. To będzie spacer pod górkę, pod kątem 15 stopni. Następnie Wallenda przejdzie z zachodniej wieży Marina City do wschodniej.

Trenowałem i przygotowywałem się całe moje życie, przeszedłem mnóstwo szkoleń na linie pochyłej, ale nigdy na takim dystansie, nigdy tak wysoko i nigdy nie wykonywałem takiego spaceru o takim nachyleniu publicznie. Wiem, że będę w stanie to zrobić - z jednego końca na drugi, tu trzeba dużo treningu wytrzymałościowego, żeby mieć pewność, że mam mnóstwo siły
- mówił akrobata w czasie konferencji prasowej w Chicago.

Ryzykowne spacery po linie to tradycja w rodzinie Nika Wallendy. Jego dziadek zginął w czasie próby przejścia po linie pomiędzy budynkami w Porto Rico w 1978 roku.

Moja rodzina robi to od siedmiu pokoleń, od 200 lat, mój pradziadek powiedział to najlepiej - powiedział, że jego życie jest na linie, a wszystko inne to po prostu czekanie. W przypadku mojej rodziny to prawda, mam 16 członków rodziny, którzy obecnie chodzą po linie, nie wliczając w to moich trojga dzieci, które również to robią, ale pozostała szesnastka robi to publicznie, jako artyści - mówił.

Akrobata zapewnia, że pokryje koszty wynikające z obecności na miejscu policji, straży pożarnej i ratowników, oraz że jest posiadaczem polisy ubezpieczeniowej na 20 mln dolarów.

Mieszkańcy wież Marina City otrzymali od zarządcy budynku wytyczne co do zachowania w czasie przejścia po linie Nika Wallendy. Ci, którzy planują oglądanie tego wyczynu z własnych balkonów mają zakaz używania laserów, lamp błyskowych, fajerwerków, nie mogą krzyczeć, włączać głośno muzyki, grillować i wyrzucać rzeczy przez balkony. Mieszkańcy dostali też polecenie, by ograniczyli liczbę gości na balkonach do 10.

Nik Wallenda twierdzi, że stara się jak najbardziej skoncentrować w czasie ryzykownych prób. Twierdzi, że 60 procent jego pracy to umysł i że jest spokojny dzięki modlitwie. Umieszczam sam siebie ponad ulicami Chicago, spędziłem mnóstwo czasu na dachach tych budynków, jakby medytując, przyzwyczajając się, aklimatyzując na dachu. Nie tyle z pogodą, ponieważ pogoda zmienia się z dnia na dzień, ale bardziej by przyzwyczaić się do otoczenia - dodaje.

Spacer pomiędzy drapaczami chmur potrwa blisko 2 godziny.

To nie pierwszy taki wyczyn akrobaty. W czerwcu ubiegłego roku 35-letni Nik Wallenda przeszedł bez zabezpieczenia po linie nad Wielkim Kanionem, na wysokości ponad 420 metrów. Trwający 22 minuty spacer śledziły na żywo 23 miliony widzów w ponad 200 krajach. Wcześniej w taki sam sposób przeszedł nad wodospadem Niagara.

(abs)

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Paweł Żuchowski