Po incydencie w Gruzji, Rosjanie zaprzeczają oskarżeniom o to, że to oni zaatakowali konwój prezydentów Polski i Gruzji. Jednak Lech Kaczyński konsekwentnie obarcza winą Rosjan, twierdząc, że poznał ich po okrzykach. Specjalny wysłannik RMF FM Krzysztof Zasada jechał ostrzelanym konwojem i także słyszał okrzyki. Tyle, że były to okrzyki gruzińskich policjantów.

Gruzini po rosyjsku krzyczeli do dziennikarzy, by nie wychodzili z samochodu. Kazali zamknąć drzwi i kłaść się na podłogę. Wóz prezydenta był wtedy kilkadziesiąt metrów w tyle i Lech Kaczyński mógł usłyszeć strzępki tego wołania.

Wygląda więc na to, że polski prezydent pośpieszył się z oskarżeniami wobec Rosji. Gdy na gorąco komentował tę sytuację, mógł mu się wyrwać ten niefortunny osąd. Zastanawia jednak, że po dwóch godzinach, gdy już ochłonął, na oficjalnej konferencji prasowej potwierdzał coś, co jest trudne do potwierdzenia. Posłuchaj relacji Krzysztofa Zasady:

„To gruzińska prowokacja” – tak o ostrzale kolumny prezydentów Kaczyńskiego i Saakaszwilego mówią władze separatystycznej Osetii Południowej. Według osetyńskiego dziennikarza Jurija Betajewa, strzelać mógł każdy, a przede wszystkim gruzińskie służby specjalne. Warto jednak zaznaczyć, że do zatrzymania konwoju przyznało się KGB Osetii Południowej.

Jako prowokację określił minister spraw zagranicznych Rosji informacje o ostrzelaniu w niedzielę z terytorium Osetii Południowej kolumny samochodowej z prezydentami Polski i Gruzji. Siergiej Ławrow zasugerował, że jej celem mogło być zerwanie toczących się w Genewie przy udziale ONZ, OBWE i UE... czytaj więcej

W Rosji prasa huczy o wczorajszym incydencie. Rosjanie oczywiście odrzucają wszelkie oskarżenia, że to oni otwierali ogień. Gazeta „Nowy region” zauważa w tytule, że polska flaga jest bardzo podobna do gruzińskiej, a w tamtym rejonie Osetyjczycy i Gruzini nie dyskutują, tylko chwytają za karabiny.

Unia Europejska i NATO na razie milczą

Unia Europejska i Sojusz Północnoatlantycki nie wydały na razie żadnego oświadczenia w sprawie wczorajszego incydentu. Rozmówcy korespondentki RMF FM Katarzyny Szymańskiej-Borginon przede wszystkim dziwią się i zastanawiają, co w takim niebezpiecznym miejscu robił prezydent Polski i po co prezydent Gruzji zawiózł tam kogoś ważnego – przywódcę kraju należącego do UE i NATO.

Brukselscy urzędnicy dziwią się także, dlaczego umieszczono dziennikarzy na czele jadącej kolumny. Jeden z dyplomatów NATO powiedział nieoficjalnie dziennikarce RMF FM, że oskarżanie Rosji o ten ostrzał to bardzo poważna sprawa. Najpierw trzeba udowodnić, że to Rosjanie - stwierdził wprost.