Tunezyjska policja użyła w poniedziałek gazu łzawiącego podczas starć z setkami ludzi, którzy protestowali w dwóch miastach przeciwko bezrobociu, wysokim cenom i nowym podatkom - podaje agencja Reutera, powołując się na mieszkańców.

Zdj. ilustracyjne /MOHAMED MESSARA /PAP/EPA

Policja interweniowała w mieście Tala w środkowej części kraju, by rozpędzić setki ludzi domagających się poprawy sytuacji gospodarczej kraju i nowych miejsc pracy. Protestowali też przeciwko wysokiej inflacji.

Demonstranci palili opony i obrzucali policję kamieniami - powiedział jeden z mieszkańców Mohamed Hedi Omria.

Do zamieszek doszło też w innym ubogim mieście tej części kraju, Al-Kasrajn. Setki ludzi protestowały tam przeciwko podwyżkom cen.

Tunezja jest postrzegana na Zachodzie jako jedyny kraj Bliskiego Wschodu i Maghrebu, w którym arabska wiosna odniosła sukces. Kraj ten jednak zmaga się z coraz poważniejszymi problemami gospodarczymi. W poniedziałek m.in. z powodu danych na temat rekordowego deficytu w handlu dinar tunezyjski miał wyjątkowo niskie notowania w stosunku do euro.

1 stycznia w Tunezji, gdzie od jaśminowej rewolucji w grudniu 2010 rozpoczęła się arabska wiosna, podniesiono ceny oleju napędowego i niektórych produktów, a także podatki od samochodów, połączeń telefonicznych, internetu czy zakwaterowania hotelowego. Jest to część środków oszczędnościowych, uzgodnionych z zagranicznymi wierzycielami.

Tunezyjska gospodarka jest pogrążona w kryzysie od 2011 roku, gdy w wyniku rewolty odsunięto od władzy wieloletni reżim. Sytuacja pogorszyła się w 2015 roku, gdy dwa zamachy uderzyły w branżę turystyczną, która stanowi 8 proc. PKB kraju i jest głównym źródłem dochodów zagranicznych.

W niedzielę w stolicy kraju Tunisie siły bezpieczeństwa rozpędziły demonstrantów. Podczas niewielkich protestów sprzeciwiano się wzrostom cen i podatków.

W poniedziałek ok. 300 osób wyszło na ulice miejscowości Sidi Buzid, która była kolebką arabskiej wiosny. Demonstranci nieśli transparenty, na których krytykowali wysokie ceny.

(az)