Z okazji "Dnia Prezydentów" w wielu miastach Stanów Zjednoczonych odbyły się w poniedziałek demonstracje przeciwników polityki obecnej głowy państwa Donalda Trumpa. Manifestowano pod hasłem "To nie mój Dzień Prezydentów". Na ulice wyszło w sumie kilkaset tysięcy osób.

Protest w Los Angeles /PAP/EPA/EUGENE GARCIA /

W nowojorskim Central Parku kilka tysięcy Amerykanów skandowało: "Nie dla zakazu, nie dla muru. Reżim Trumpa musi upaść!". Na transparentach pojawiły się napisy: "Poparcie dla konstytucji teraz!" i "Impeachment dla kłamcy!".

W Chicago kilkaset osób zebrało się w pobliżu należącego do prezydenta USA wieżowca Trump Tower. Wznoszono okrzyki: "Hej, hej, ho, ho, Donald Trump musi odejść!"(Hej, hej, ho, ho, Donald Trump has got to go). W stołecznym Waszyngtonie kilkaset uczestników protestu skandowało: "Miłość nie nienawiść - to uczyniło Amerykę wielką!" i "Wyrzucić Trumpa" (Dump Trump). Podobne protesty odbyły się m. in. w Atlancie, Salt Lake City, Richmond i w wielu innych miastach.

"Dzień Prezydentów" to święto federalne w Stanach Zjednoczonych. Nie ma stałej daty. Obecnie obchodzone jest w trzeci poniedziałek lutego.

Początkowo ideą święta było upamiętnienie dwóch największych amerykańskich prezydentów - Jerzego Waszyngtona i Abrahama Lincolna, których rocznica urodzin przypadała w niedługim odstępie. Federalne święto miał tylko Waszyngton, jednak powszechne było świętowanie również urodzin Lincolna jako święta stanowego.

Współcześnie przyjmuje się, że to po prostu święto wszystkich prezydentów Stanów Zjednoczonych, choć w niektórych stanach, na przykład w Massachusetts, dzień ten wciąż nazywa się "Washington's Birthday" (Urodziny Waszyngtona).

(MRod)