Ustępujący bułgarski prezydent Rosen Plewnelijew przestrzegł swojego następcę Rumenda Radewa przez uznaniem aneksji Krymu przez Rosję. Przyszły szef państwa wielokrotnie mówił, że trzeba się liczyć z tym, iż Krym jest już rosyjskim terytorium.

Rosen Plewnelijew /DUMITRU DORU /PAP/EPA

Radew, generał w stanie spoczynku, do niedawna dowódca lotnictwa wojskowego, podczas ostatniego wywiadu dla telewizji France 24 powtórzył tę opinię.

Tezy, że Krym według prawa jest ukraiński, lecz w rzeczywistości rosyjski, ponieważ Rosja wbiła tam swoją flagę (...) nie podziela żaden europejski przywódca. Nie podzielam jej również ja. Prezydent Radew po objęciu urzędu powinien bardzo wnikliwie ją przeanalizować. Pomogę mu swoimi argumentami. Nad nami stoi prawo, istnieje nadrzędność prawa. Jeżeli chcemy by w Europie panował pokój, powinny istnieć reguły i wszyscy mają ich przestrzegać - podkreślił Plewnelijew w wywiadzie dla radia publicznego.

Plewnelijew zwrócił też uwagę, że w stosunkach z Rosją państwa UE powinny kierować się moralnością, a nie wąsko rozumianym pragmatyzmem.

Pragmatyzm - tak, ale nie mogę zgodzić się ze stanowiskiem, że skoro tracimy miliardy, powinniśmy pogodzić się z największym naruszeniem prawa, które prowadzi nas w stronę wojny, a nie pokoju - podkreślił. Pragmatycznego podejścia do Moskwy broni bułgarski premier, Bojko Borysow, lider największej partii GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii).

Plewnelijew przypomniał, że obawia się ewentualnego porozumienia między Rosją a USA ws. stworzenia nowych stref wpływów. Takie posunięcie cofnęłoby świat do czasów po układzie z Jałty, kiedy duże państwa decydowały o losie małych krajów. W tej sprawie w zeszłym tygodniu 16 polityków Europy Środkowej i Wschodniej wysłało list do prezydenta elekta USA Donalda Trumpa.

Nowy bułgarski prezydent Rumen Radew, który jako kandydat lewicy wygrał listopadowe wybory, otrzymując 59,37 proc. głosów, złoży przysięgę w czwartek i obejmie urząd 22 stycznia. Jego pierwszym krokiem będzie mianowanie tymczasowego rządu po listopadowej dymisji obecnego gabinetu i rozpisanie na wiosnę przedterminowych wyborów parlamentarnych.

(az)