Negocjowana przez USA i inne mocarstwa umowa z Teheranem nie zablokuje wejścia Iranu w posiadanie broni nuklearnej - przekonywał premier Izraela Benjamin Netanjahu w przemówieniu w Kongresie USA. Jego wystąpienie - jeszcze zanim stało się faktem - silnie podzieliło amerykańską scenę polityczną.

Palestyńczycy zaskarżą Izrael w MTK

Palestyńczycy złożą 1 kwietnia skargę na Izrael w Międzynarodowym Trybunale Karnym (MTK) w związku z ostatnią izraelską ofensywą w Strefie Gazy. Taką informację przekazał agencji AFP przedstawiciel Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP) Mohammed Sztajeh. czytaj więcej

Występując już po raz trzeci przed obu izbami amerykańskiego parlamentu - przywilej taki wcześniej przypadł w udziale tylko brytyjskiemu premierowi Winstonowi Churchillowi - Netanjahu tłumaczył, że czuje się zobligowany, by mówić o dążeniu Iranu do broni nuklearnej, ponieważ broń ta mogłaby zagrozić egzystencji Izraela.

"Irański reżim jest radykalny jak zawsze" i "stanowi ogromne zagrożenie nie tylko dla Izraela, ale i dla pokoju całego świata" - podkreślał Netanjahu, zarzucając najwyższemu przywódcy duchowo-politycznemu Iranu ajatollahowi Alemu Chameneiowi "bluzganie najstarszą nienawiścią antysemityzmu z pomocą najnowszej technologii XXI wieku". To aluzja do anglojęzycznych tweetów ajatollaha, że Izrael musi zostać zniszczony.

Musimy powstrzymać irański marsz podboju, zniewolenia i terroru - apelował Netanjahu.

Największą część przemówienia szef izraelskiego rządu poświęcił negocjowanej obecnie przez administrację USA i pięć innych mocarstw - tzw. grupa 5+1, w skład której wchodzą stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ i Niemcy - umowie z Teheranem ws. irańskiego programu nuklearnego. Zdaniem Netanjahu, umowa tylko "zwiększy apetyt" Iranu na dalszą agresję. To bardzo złe porozumienie i lepiej nam będzie bez niego - przekonywał.

Zarzucił umowie, że po pierwsze w niewystarczający sposób ograniczy dotychczasową "nuklearną infrastrukturę" Teheranu, w tym liczbę wirówek do wzbogacania uranu, a po drugie, że zgodnie z jej założeniami restrykcje dotyczące irańskiej atomistyki miałyby zostać zniesione już po mniej więcej 10 latach obowiązywania umowy. To mgnienie oka w życiu naszych dzieci - zaznaczył. Jak mówił, po tym okresie Iran będzie mógł swobodnie, "z pełną międzynarodową legitymacją" i w bardzo krótkim czasie wejść w posiadanie broni nuklearnej. To będzie kwestią tygodni - ostrzegł.

Izraelski premier apelował, by świat - zanim zgodzi się na jakiekolwiek zniesienie restrykcji wobec Iranu - zażądał, by kraj ten spełnił trzy warunki: powstrzymał agresję przeciw sąsiadom na Bliskim Wschodzie, przestał wspierać terroryzm na całym świecie i przestał grozić unicestwieniem Izraela.

Izrael grozi palestyńskim przywódcom procesami „za zbrodnie wojenne”

Izrael zagroził palestyńskim przywódcom procesami sądowymi "za zbrodnie wojenne", jeśli Palestyna przystąpi do Międzynarodowego Trybunału Karnego. Palestyna jako członek MTK mogłaby wytoczyć przywódcom izraelskim procesy na podstawie takich samych oskarżeń. czytaj więcej

Netanjahu podkreślił, że Iran wielokrotnie pokazał, iż nie można mu ufać. Odrzucił argumenty, że alternatywą porozumienia z Teheranem jest wojna. Alternatywą dla tego porozumienia jest lepsze porozumienie - przekonywał.

Wystąpienie, które podzieliło scenę polityczną USA

Mimo krytyki pod adresem administracji USA, związanej z negocjowaną umową z Teheranem, Netanjahu starał się pomniejszyć znaczenie napięć między Waszyngtonem a Tel Awiwem, które bardzo wzmogła właśnie jego wizyta w Kongresie - odbywająca się na zaproszenie republikanów i bez konsultacji z Białym Domem. Nasz nadzwyczajny sojusz zawsze był i jest ponadpartyjny i taki musi pozostać - mówił. Zapewnił, że docenia wszystko, co prezydent USA Barack Obama zrobił dla Izraela. Podziękował zwłaszcza za pomoc wojskową USA dla jego kraju, której wartość sięgnęła w 2014 roku 3,1 mld dolarów. Podkreślił także, że głęboko ubolewa nad tym, iż niektórzy uznali jego obecność w Kongresie za polityczną.

Przemówienie Netanjahu co chwilę przerywane było oklaskami przez tłumnie zebranych w Kongresie parlamentarzystów i gości, wśród których był m.in. ocalony z Holocaustu Elie Wiesel, laureat Pokojowej Nagrody Nobla. Ta część sali, w której zasiadają demokraci, nie była jednak tak bardzo rozentuzjazmowana i znacznie rzadziej zrywała się z miejsc do oklasków.

Jak podliczył parlamentarny portal informacyjny The Hill, wystąpienie Netanjahu zbojkotowało ponad 50 parlamentarzystów Partii Demokratycznej, w tym 7 senatorów. Nie było też wiceprezydenta Joe Bidena, który zazwyczaj jest obecny w Kongresie podczas przemówień światowych przywódców.

To reakcja na fakt, że przemówienie Netanjahu zostało zaaranżowane za plecami prezydenta Obamy, w dodatku w trakcie kampanii wyborczej w Izraelu - na dwa tygodnie przed wyborami do Knesetu. Biały Dom zarzucił Netanjahu złamanie protokołu, a także "działanie na szkodę stosunków USA-Izrael", jak wyraziła się doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego Susan Rice.

Obama nie tylko nie przyjął Netanjahu w Białym Domu, ale też nie oglądał jego przemówienia w telewizji. W tym czasie - jak podał Biały Dom - uczestniczył w wideokonferencji z liderami UE na temat sytuacji na Ukrainie.

(edbie)