Uznawany za pragmatyka Hasan Rowhani prowadzi w walce o fotel prezydencki islamskiej republiki Iranu - poinformowało tamtejsze ministerstwo spraw wewnętrznych. Na dotychczasowego prezydenta głosowało 14,6 mln obywateli. Jego rywal, ultrakonserwatywny Ebrahim Raisi dostał z kolei 10 mln głosów.

Hasan Rouhani /Abedin Taherkenareh /PAP/EPA

Na razie policzono 25 milionów głosów. Frekwencja wyborcza wyniosła ponad 70 proc. Do urn przyszło ok. 41 mln wyborców spośród 56 mln uprawnionych do głosowania.

Tegoroczne wybory cieszyły się większą frekwencją niż te z 2013 roku. Z tego powodu przedłużone zostały o co najmniej dwie godziny. Władze uzasadniały to kolejkami przed lokalami wyborczymi i koniecznością zapewnienia możliwości oddania głosu każdemu uprawnionemu. Irańskie prawo zezwala na przedłużanie wyborów aż do północy. 

Równolegle z wyborami prezydenckimi Irańczycy wybierali swoich przedstawicieli do samorządów.

Ostateczne wyniki spodziewane są w sobotę wieczorem lub najpóźniej w niedzielę. Jeśli żaden z kandydatów nie zdobyłby ponad 50 proc. głosów, druga tura odbywałaby się 26 maja.

Wysoka frekwencja może pomóc obecnemu prezydentowi Hasanowi Rowhaniemu, który w 2013 roku wygrał wybory z ponad 50-procentowym poparciem.

Do udziału w głosowaniu uprawnionych było ponad 56 milionów Irańczyków powyżej 18. roku życia, którzy mogli oddać głos w jednym ponad 63 tys. lokali wyborczych w kraju.

Rozwój kontra izolacja

Wyborcy wybierali między czterema kandydatami, jednak powszechnie uważa się, że szanse na wygraną mają tylko dwaj - urzędujący szef państwa Hasan Rowhani, uznawany za faworyta wyborów, oraz ultrakonserwatywny duchowny z otoczenia najwyższego przywódcy Chameneia, Raisi.

Rowhani uważany jest za pragmatyka w kontaktach z Zachodem, ale nie reformatora. To za jego kadencji doszło do podpisania w 2015 roku porozumienia między Iranem a szóstką mocarstw w sprawie irańskiego programu atomowego. Walczy o głosy wyborców, którzy popierają reformy, chcą ograniczenia konfliktów z mocarstwami i większej wolności obyczajowej oraz gospodarczej w kraju. Był krytykowany za brak znaczącej poprawy sytuacji gospodarczej kraju i brak sukcesów w walce z bezrobociem (bez pracy jest 12,5 proc. obywateli Iranu, w tym 27 proc. młodych).

Raisi z kolei przedstawiał się jako kandydat najuboższych, którym obiecywał utworzenie milionów miejsc pracy. Głosił także odrodzenie wartości rewolucji islamskiej z 1979 roku. Raisi cieszy się poparciem elitarnej formacji Strażników Rewolucji, związanych z nimi paramilitarnych milicji islamskich Basidż oraz radykalnych duchownych. Jak pisze agencja AP, populistyczne postulaty tego kandydata, wezwania do walki z korupcją i twardszego stanowiska w relacjach z zagranicą mogą zmobilizować konserwatywnych wyborców z terenów wiejskich i warstwy robotniczej.

Pozostali kandydaci to Mustafa Haszimi-Taba - mało znana postać, zwolennik reform, który ostatni raz o prezydenturę ubiegał się bez powodzenia w 2011 roku, oraz Mustafa Agha Mirsalim, były minister kultury.

Czy wybory przyniosą zmiany?

Według obserwatorów stawką w wyborach jest to, czy ponowne otwarcie na świat, zapoczątkowane przez Rowhaniego, przyspieszy czy też wyhamuje. Oczekuje się też, że głosowanie będzie swoistym plebiscytem w sprawie umowy nuklearnej, która umożliwiła zniesienie części międzynarodowych sankcji. Wielu Irańczyków uważa, że porozumienie nie przyczyniło się do utworzenia obiecanych miejsc pracy czy zwiększenia zagranicznych inwestycji. Za prezydentury Rowhaniego Iran wstrzymał wzbogacanie uranu i wykazywał się większą współpracą z inspektorami Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.

Wielu Irańczyków jest przekonanych, że niezależnie od tego, kto zwycięży, wybory nie przyniosą znaczących zmian. Do kandydowania nie dopuszczono reformatorów ani kobiet. Spośród 1600 osób, które zgłosiły chęć ubiegania się o prezydenturę, zaakceptowano tylko sześć kandydatur. Udziału w wyborach zakazano m.in. poprzednikowi Rowhaniego, Mahmudowi Ahmadineżadowi.

Władza w Iranie jest podzielona pomiędzy różne organy, ale najważniejsze decyzje podejmuje będący u władzy od 1989 roku przywódca duchowo-polityczny ajatollah Ali Chamenei. Mimo to wybierany w powszechnych wyborach prezydent ma pewne pole manewru, zwłaszcza w sprawach gospodarczych. Właśnie gospodarka, a także zakres wolności i przełomowe porozumienie nuklearne, które Iran zawarł w 2015 roku z szóstką światowych mocarstw, były głównymi tematami kampanii.

Wybory następują w kluczowym momencie. Po przejściu przez Chameneia operacji prostaty w 2014 roku rosną spekulacje na temat tego, kto zostanie jego następcą. W przypadku śmierci najwyższego przywódcy prezydent może odegrać ważną rolę w wyznaczaniu kolejnego lidera, chociaż to nie do niego należy ostateczna decyzja.

(az)