Po udaremnionej próbie zamachu na lotnisko Orly w Paryżu francuskie media zastanawiają się nad ewolucją terroryzmu i metodami walki z tym zjawiskiem. "Le Figaro" omawia trudności, z jakimi związane jest zwiększenie bezpieczeństwa na lotniskach.

Służby przed na lotnisku Orly /CHRISTOPHE PETIT TESSON /PAP/EPA

"Le Monde" wskazuje, że samotność tzw. samotnych wilków jest relatywna.

Już dziś pasażerowie, zanim usiądą w samolocie, muszą wykonać dziesięć prac Herkulesa, co powoduje, że bardzo są zirytowani. A co będzie, jeśli wprowadzimy dodatkowe kontrole - zastanawia się ekspert na łamach "Le Figaro". I zaznacza, że "nic nie zmieniło się po krwawych zamachach w Brukseli i Stambule". Wiemy, co należałoby zrobić, ale nikt się nie waży podjąć decyzji - dodaje.

Postawienie bramek prześwietlających przy każdym wejściu do terminali, "posunięcie przez wielu uważane za nieuniknione", wymaga ogromnych nakładów na sprzęt i personel, gdyż "na pół dnia przy każdym stanowisku potrzeba 15 osób" - wylicza ekspert. Ten koszt przerzucony będzie na dyrekcje lotnisk i na linie lotnicze, a więc na ich klientów. Zmniejszy to dochodowość niektórych przewoźników, szczególnie najkrótszych rejsów, które zabierze im kolej - wskazuje.

Również w "Le Figaro" adwokat specjalizujący się w sprawach bezpieczeństwa Hugues Moutouh w artykule "Przestępczość i terroryzm - niebezpieczne związki" zwraca uwagę na osobowość zamachowca z Orly, który w sobotę wyrwał broń żołnierce z patrolu pilnującego to międzynarodowe lotnisko; mężczyzna, który miał wcześniej na koncie przestępstwa narkotykowe, został zastrzelony przez siły bezpieczeństwa. Według prawnika "to doskonały przykład powiązania między przestępczością islamską i islamskim terroryzmem".

Autor przyznaje, że w tekście używa terminów "jakich nie wypada" i "przerażających", gdyż "zrywają z milczeniem, jakie narzucają sobie niemal wszyscy politycy" oraz dlatego, że jeśli terroryzm islamski rekrutuje swych bojowników spośród młodych przestępców, wywodzących się z drugiego lub trzeciego pokolenia imigrantów, to oznacza, że trzeba być przygotowanym na długą i wyczerpującą wojnę.

Moutouh przypomina dwie francuskie teorie dotyczące obecnej fali terroryzmu. Według pierwszej jest on wynikiem "radykalizacji islamu", a według drugiej "islamizacji radykalizmu". Między nimi jest ogromna różnica, gdyż według pierwszej to religia zasila terroryzm, a według drugiej jest ona tylko pretekstem, wygodnie usprawiedliwiającym pociąg do krwawych epopei - pisze ekspert.

Według niego w walce z terroryzmem należy uwzględnić oba podejścia, a przede wszystkim zaostrzyć prawo. Każda decyzja, która zamiast kary proponuje wytłumaczenie socjologiczne, to zaproszenie do radykalizacji - przestrzega.

W poniedziałkowym wydaniu dziennika "Le Monde" Elise Vincent tłumaczy, jak pięć lat po zamordowaniu przez Mohameda Meraha siedmiu osób, w tym trojga dzieci, w żydowskiej szkole w Tuluzie i okolicach, zmieniły się metody policyjnej walki i prób zapobiegania terroryzmowi.

Przede wszystkim zrezygnowano z "nieszczęsnego pojęcia", jakim było nazwanie Meraha tzw. samotnym wilkiem. Publicystka wylicza osiem innych ataków dokonanych przez terrorystów, pozornie bez żadnych powiązań organizacyjnych. Niemal za każdym razem "ich samotność okazuje się relatywna" - uważa.

Policja paryska - czytamy w "Le Monde" - dokonała zmian organizacyjnych, mających na celu odnajdywanie wczesnych znaków radykalizacji. Około 50 osób w paryskiej prefekturze zajmuje się wyłącznie ogromną masą informacji i donosów. Zjawisko "radykalizacji" jest tak szerokie, że to co robimy, często przypomina syzyfową pracę - powiedział dziennikarce jeden z funkcjonariuszy.

Podczas kadencji prezydenta Francois Hollande’a zmieniła się natura i stopień zagrożenia politycznego i społecznego. Wybuchła przemoc burząc spokój publiczny i to mimo stanu wyjątkowego, równie permanentnego, co nieskutecznego. Poza strefami działań wojennych Francja jest trzecim krajem o największej liczbie ofiar - mówił na antenie radia France Culture znany we Francji ekonomista Nicolas Baverez.

(az)