Władze Panamy ogłosiły, że powołają niezależną komisję, która zbada praktyki finansowe w kraju. To pokłosie wycieku danych z lokalnej kancelarii prawnej, które pokazują, jak znani i bogaci z całego świata ukrywają przed fiskusem pieniądze w rajach podatkowych. Władze przyznają, że afera "Panama Papers" zaszkodziła reputacji Panamy, której gospodarka w 83 proc. opiera się na usługach.

Panama: siedziba kancelarii Mossack Fonseca /PAP/EPA/Alejandro Bolivar /PAP/EPA

Panamski rząd, poprzez nasze ministerstwo spraw zagranicznych, stworzy niezależną komisję składającą się z krajowych i zagranicznych ekspertów, by ocenić nasze aktualne praktyki i zaproponować przyjęcie środków, którymi podzielimy się z innymi państwami na świecie, by wzmocnić przejrzystość systemów finansowych i prawnych - oświadczył prezydent Juan Carlos Varela Rodriguez.

Po wycieku ponad 11,5 mln dokumentów z panamskiej kancelarii prawnej Mossack Fonseca rządy na całym świecie zaczęły badać, czy politycy, znani sportowcy oraz biznesmeni popełnili przestępstwa finansowe, ukrywając pieniądze przed fiskusem w rajach podatkowych. W poniedziałek panamska prokuratura zapowiedziała otwarcie śledztwa w sprawie skandalu.

W krótkim oświadczeniu prezydent Varela powtórzył, że Panama będzie współpracować z innymi krajami w sprawie wycieku dokumentów z lat 1977-2015, ujawnionych w niedzielę m.in. dzięki Międzynarodowemu Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (ICIJ). Dotyczą one m.in. przyjaciół prezydenta Rosji Władimira Putina, krewnych premierów Wielkiej Brytanii Davida Camerona, Pakistanu Nawaza Sharifa i chińskiego prezydenta Xi Jinpinga, a także prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki.

Panama na razie nie ustaliła, kto wejdzie w skład komisji. Doradca rządu Gian Castillero powiedział w wywiadzie, że spodziewa się, iż jej raport będzie gotowy za pół roku. Castillero przyznał, że wyciek zaszkodził reputacji Panamy, której gospodarka w 83 proc. opiera się na usługach.

Francja zdecydowała się we wtorek przywrócić Panamę na swoją czarną listę podmiotów unikających współpracy, ale Castillero lekceważąco odniósł się do tego kroku. Oświadczenia płynące z Francji to emocjonalne i polityczne deklaracje, których nie należy powtarzać - powiedział, pytany, czy inne państwa powinny pójść śladem Francji.

Castillero podkreślił, że nie wykryto żadnego dowodu świadczącego o tym, że Mossack Fonseca postąpił nieprawidłowo. Zdaniem doradcy fakt, że jeden z założycieli kancelarii, Ramon Fonseca, jest przyjacielem prezydenta, nie wpłynie na ocenę firmy przez rząd.

(rs)