​Niedzielne referendum w Turcji w sprawie zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki nie spełniało międzynarodowych standardów - oceniła w poniedziałek misja obserwatorów z Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) oraz Rady Europy.

Demonstracja zwolenników tureckiego prezydenta /TUMAY BERKIN /PAP/EPA

Wcześniej główne opozycyjne ugrupowanie w Turcji - Partia Ludowo-Republikańska (CHP) - wezwała państwową komisję wyborczą do unieważnienia niedzielnego referendum konstytucyjnego. CHP ponownie zwróciła uwagę na nieprawidłowości podczas głosowania.

Wiceszef CHP Bulent Tezcan ocenił, że "jest tylko jeden sposób, aby zakończyć dyskusje na temat legalności i na uspokojenie ludzi - Najwyższa Komisja Wyborcza (YSK) musi unieważnić głosowanie". Dzień wcześniej CHP zwracała uwagę, że w referendum ws. zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki były podejmowane nielegalne działania na rzecz rządu. Podkreślano, że dopuszczono m.in. niepodstemplowane karty do głosowania.

Kilka godzin temu Najwyższa Komisja Wyborcza (YSK) oceniła, że karty do głosowania i koperty wykorzystane do przeprowadzenia w Turcji referendum były ważne. Szef YSK Sadi Guven powiedział dziennikarzom, że podjęta w ostatniej chwili decyzja o wykorzystaniu niepodstemplowanych kart do głosowania nie była czymś nadzwyczajnym, a władze w przeszłości dopuszczały do takich praktyk.

W niedzielnym referendum konstytucyjnym w Turcji zwyciężyli zwolennicy prezydenckiego system rządów, który zastąpi dotychczasowy system parlamentarny; było ich o 1,25 mln więcej niż głosujących przeciwko wprowadzaniu zmian - informował Guven.

Do przeliczenia pozostaje jeszcze 600 tys. kart do głosowania - mówił Guven, podkreślając zarazem, że nie jest to znacząca liczba, "co pozwala już teraz stwierdzić, że zmiany, których dotyczyło referendum, zostały przyjęte". Szef YSK zapowiedział, że ostateczne wyniki zostaną podane do wiadomości publicznej w ciągu 10-11 dni.

Francja: plebiscyt w Turcji ws. kary śmierci sprzeczny z wartościami Europy

Nazajutrz po wygranej przez obóz rządzący w Turcji referendum w sprawie zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki kancelaria prezydenta Francji oceniła w oświadczeniu, że "zorganizowanie referendum w sprawie kary śmierci oznaczałoby ewidentnie zerwanie z wartościami oraz zobowiązaniami" powziętymi przez Turcję "w ramach Rady Europy".

Paryż "odnotowuje wyniki ogłoszone" po niedzielnym referendum, a także "podawanie w wątpliwość" tych liczb, zauważając, że dane te "pokazują, iż społeczeństwo tureckie jest podzielone w sprawie przewidywanych głębokich reform" w kraju. "Wartości i zobowiązania powzięte w Radzie Europy powinny skłaniać tureckie władze do prowadzenia otwartego i szczerego dialogu ze wszystkimi uczestnikami życia politycznego i społecznego" - wskazała kancelaria prezydenta Francji. 

W osobnym komunikacie francuskie MSZ sprecyzowało, że Paryż "z uwagą przeanalizuje sprawozdanie końcowe Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) oraz przedstawicieli Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, którzy brali udział w obserwacji tego głosowania" w Turcji.

Powołując się na te same "wartości i zobowiązania w Radzie Europy", "wśród których są poszanowanie pluralizmu, podziału władzy i praworządności", MSZ Francji "wzywa również turecki rząd, żeby stosował się do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, której Turcja jest sygnatariuszem i która zakazuje m.in. stosowania kary śmierci".

W niedzielę przemawiając do tłumów, jakie zgromadziły się w rodzinnym mieście Erdogana - Stambule, prezydent zapowiedział zainicjowanie "natychmiastowej debaty" nad przywróceniem w kraju kary śmierci. Erdogan nie wykluczył zorganizowania w tej sprawie kolejnego referendum, gdyby miało się to okazać konieczne. W czasie kampanii przed głosowanie wielokrotnie opowiadał się za przywróceniem kary śmierci, jeśli będą tego chcieli Turcy. 

Biały Dom czeka na raport

Biały Dom stwierdził, że czeka na raport międzynarodowych obserwatorów w sprawie referendum w Turcji. Jest międzynarodowa komisja, która to sprawdza i wyda raport w terminie 10-12 dni. Poczekamy i damy im możliwość wykonania ich pracy - powiedział na briefingu rzecznik Białego Domu Sean Spicer.

Wcześniej Departament Stanu USA poinformował, że odnotował zaniepokojenie międzynarodowych obserwatorów niedzielnym referendum konstytucyjnym w Turcji, sugerując, iż do czasu wydania ostatecznego raportu OBWE/ODIHR (Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie/ Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka) w tej sprawie wstrzyma się z komentarzem. 

(ph, az)