56 cywilów zginęło w nalocie przeprowadzonym we wtorek przez koalicję dowodzoną przez USA na północy Syrii - podało Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie. Z kolei w nalotach przeprowadzonych najpewniej przez Rosjan zginęło 21 cywilów.

Zdj. ilustracyjne /aa /PAP/EPA

Nalot koalicji pod wodzą USA miał miejsce o świcie, a jego celem była kontrolowana przez Państwo Islamskie wioska w pobliżu Manbidżu w prowincji Aleppo, który od wielu tygodni jest celem ofensywy arabsko-kurdyjskich Syryjskich Sił Demokratycznych.

Zginęło co najmniej 56 cywilów, w tym 11 dzieci, a kilkadziesiąt osób zostało rannych - powiedział szef Obserwatorium Rami Abdel Rahman. Informacje podawane przez Obserwatorium pochodzą od sieci informatorów, w tym źródeł medycznych, rozsianych po terytorium całego kraju.

Manbidż jest położony na trasie przerzutu ludzi, broni i pieniędzy z przygranicznych regionów Turcji do miasta ar-Rakka w sąsiedniej prowincji o tej samej nazwie, która jest nieformalną stolicą Państwa Islamskiego.

Ofensywa Syryjskich Sił Demokratycznych na Manbidż, gdzie mieszka wciąż kilkadziesiąt tysięcy cywilów, jest wspierana nalotami prowadzonymi przez międzynarodową koalicję pod wodzą USA.

Przedstawiciele koalicji, z którymi kontaktowała się AFP, przyznali, że naloty w okolicach Manbidżu zostały przeprowadzone i że znają doniesienia mediów o ofiarach śmiertelnych wśród cywilów. Wszystkie te informacje mają zostać zbadane.

Z kolei rosyjskie lotnictwo zaatakowało we wtorek przemysłową część miasta Atareb, również w prowincji Aleppo, opanowanego przez islamistycznych rebeliantów wrogich reżimowi prezydenta Syrii Baszara el-Asada. W serii nalotów zginęło 21 cywilów, w tym sześcioro dzieci - poinformowało Obserwatorium.

(mal)